Gdybym miał więcej odwagi, byłbym Kimś |
|
autorem artykułu jest * C@rman
Spojrzałem wstecz na moje życie. Gdybym miał więcej odwagi, byłbym Kimś. Mogłem zostać wziętym adwokatem, ale wystraszyłem się, że zamiast tego będę kiepskim adwokatem. Nie czułem, że jest to powołanie, przestraszyłem się wyścigu szczurów, wycofałem się. Moi znajomi zarabiają teraz krocie, są uznanymi autorytetami, a ja niedawno zwolniłem się ze znienawidzonej pracy i nie mam pomysłu na to, co ze sobą zrobić. Pytacie, czy nie żałuję? A i owszem. Jak cholera! Żałuję, że nie jestem ustawiony, że ciągle borykam się z finansami, że nie mogę lekką ręką wydać 2.000 zł na zakupy (w szczególności moja żona tego żałuje). Żałuję, że nie mam domu z piękną działką i wypasionego samochodu. Ale nie cofnę 15 lat mojego życia. Nie da się. Mogę rzucać fakami, pluć sobie w twarz – za późno. Zresztą ten okres w moim życiu, kiedy obwiniałem się i zarzucałem skrajną głupotę już minął. Potem był czas, kiedy zarzucałem sobie tchórzostwo. Właściwie jeszcze w nim tkwię. Stąd tytuł felietonu oraz inspiracja do jego napisania.
Odkrywam w sobie pokłady strachu. Powoli zaczynam go oswajać. Nie oznacza to, że przestaję się bać. Skądże znowu. Boję się tak samo. Sęk w tym, że zacząłem od obserwacji mojego stracha a skończyłem na zadzierzgnięciu z nim pewnej komitywy. Jeszcze jesteśmy na „Pan”, ale liczę, że w najbliższej przyszłości jakiś bruderszaft się trafi. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować klasykę filmową: „Myślę, że to początek pięknej przyjaźni” (Casablanca) Podczas przyjacielskich rozmów z „Panem Strachem” przegadaliśmy ze sobą pewne sprawy i muszę wam powiedzieć, że doszedłem do ciekawych wniosków. Po pierwsze mój nowy przyjaciel zadał mi pytanie, czy jestem zadowolony z tego, kim jestem. No, cóż.. nie mam do siebie większych zastrzeżeń. Przyparł mnie jednak do muru i zrobiliśmy małą wiwisekcję mojej osoby. Okazało się, że lubię siebie bardziej niż 15 lat temu. Ba, jestem zadowolony z tego, kim teraz jestem. No i to najgorsze: wyciągnął ze mnie, że wcale nie chcę być kimś innym oraz że jestem zadowolony z punktu, do którego doszedłem. Jezusie Nazarejski, toż to jawna dywersja. Tak mnie podejść. I to niby przyjaciel. Ale na tym nie koniec. Mój ‘kochany’ strach domaga się bowiem uznania dla swoich starań, których efektem jest moje aktualne tu i teraz. Zaraz zaraz… Chwilunię. Ja muszę pomyśleć. Czy rzeczywiście jest to taka bajka? Przecież jeszcze przed chwilą byłem pełen autodestrukcyjnych tendencji. Muszę na spokojnie wszystko przeanalizować. - No dobrze – powiedział Pan Strach. Rzućmy na to trochę światła - Czy jesteś zadowolony z tego, kim jesteś teraz? Pan Strach nie ma formy, choć gdybym się postarał spreparowałbym mu jakąś postać. Byłby to stary dziad z szelmowskim błyskiem w oku. - Tak, w gruncie rzeczy jestem zadowolony. Ale mógłbym być kimkolwiek innym i pewnie też byłbym zadowolony. Widać taka już moja natura. Optymistycznie podchodzę do życia i cieszę się z tego, co osiągnąłem. - Właśnie. Ale przecież sam twierdziłeś przed chwilą, że nic nie osiągnąłeś. – Strach jakby przeszedł do mojego obozu. - Na płaszczyźnie materialnej, rzeczywiście nie ma się czym chwalić, ale za to żyję świadomie. No i w sumie dobrze się dzieje w moim życiu. Mam żonę, cudowną córeczkę, dom i kredyt, i psa. Zaczynam realizować swe marzenia zawodowe. Jeśli się uda, będę robił to, co naprawdę lubię robić. - Ho ho ho! To może powinieneś mi podziękować. - Panie Strach, teraz to Pan raczy żartować. - Nie sądzę. Spójrzmy na to z innej strony. Przed chwilą powiedziałeś, że jesteś pozytywnym człowiekiem, optymistycznie podchodzisz do życia i potrafisz się cieszyć z tego, co masz. Tak? - To prawda, choć z tym cieszeniem się to bym nie przesadzał. Przecież rozmowa nasza wypłynęła na fali depresji. - Ok. Załapałeś doła. To się przydarza każdemu. Jestem pewien, że Matka Terasa też łapała swoje doły. Ja mówię o czymś większym niż chwilowa niedyspozycja. Mówię, o postawie życiowej, jaką sobie wypracowałeś. Przypomnij sobie, jaki byłeś tych kilkanaście lat temu. Człowiek-deprecha o niskim poczuciu wartości. Za kogo ty się miałeś? Za najmniejszą cząstkę wszechświata. Najbardziej ci zależało na tym, żeby być niezauważonym. Tak? Czy pomyliłem cię z kimś innym? - Nie da się ukryć, że nie wierzyłem w siebie. Od losu oczekiwałem co najwyżej kopniaka – Przypomniały mi się czasy, kiedy miałem siebie faktycznie za zero. - Zgadza się – z radością skonstatował Pan Strach – Świat też cię miał za zero - No, teraz to już przesadziłeś! – Wrzasnąłem ze złością. Nie będzie mnie tu publicznie obrażać. Konus jeden! W odpowiedzi usłyszałem tylko gromki śmiech. Zacząłem się zastanawiać, czy już oszalałem, czy może takie stany schizoidalne to jeszcze nie bilet na występ przed publicznością w białych fartuchach. Ale co mi tam. Tyle razy ze sobą gadałem, że jeden raz więcej wariata ze mnie nie zrobi. - Marcin, posłuchaj – Strach odezwał się dla odmiany poważnym tonem – Jesteś teraz wielkim człowiekiem i nie mam tu na myśli twoich gabarytów – z przekąsem uśmiechnął się pod wąsem (chyba pracuję w Gildii rymów częstochowskich) - Żyjesz świadomie, świadomie wybierasz, świadomie kreujesz swoje życie. Doskonałe pieniądze nie uczyniłyby z ciebie doskonałego człowieka. - Ale pewnie nie przeszkodziłby, co? – Żachnąłem się - Nie miałbyś czasu żeby podrapać się po dupie, nie mówiąc o rozmyślaniach nad swoim ego. Zbawienny kryzys egzystencjalny owszem, mógłby się trafić, ale dopiero wtedy, kiedy twoja pozycja byłaby ugruntowana, nie musiałbyś już walczyć o zapewnienie sobie określonego statusu - Czyli pewnie jakoś teraz? – Rzuciłem ironicznie - Tak! Teraz! Tylko weź pod rozwagę to, że ty już pracujesz nad sobą od lat, a gdybyś najpierw się skupił na swoim otoczeniu, na zapewnieniu sobie finansowej stabilizacji twoje ego, twoja świadomość byłaby w chwili obecnej w powijakach. - Dobra Strach. Masz mnie. Gdyby nie ty, byłbym dzianym kretynem – Nie mogłem powstrzymać sarkazmu. Obrażał moich przyjaciół, których bynajmniej nie posądzam o brak inteligencji - Marcin, tu nie chodzi o inteligencję – Strach najwyraźniej włamał się do moich myśli - Tu chodzi o twoją tożsamość, inteligencję emocjonalną, twoją ścieżkę duchową. No, tego mi już było za dużo. Ścieżka duchowa! Gdybym chciał podążać ścieżką duchową poszedłbym na księdza. Ja chciałem mieć fajne życie u boku fajnej kobiety, w fajnym samochodzie. Postanowiłem skończyć te dywagacje. Do niczego to nie prowadziło. - Chyba się nie dogadamy - Chyba się nie dogadamy – Jak echo odpowiedział Strach - I wiesz, co? Jeszcze chcę ci coś powiedzieć: Kocham moją żonę. - Niestety, do tego nie przyłożyłem ręki – Strach uśmiechnął się na odchodnym. - A właśnie, że tak. Gdyby nie ty, nie byłoby mnie w tamtym miejscu, w tamtym czasie. Dlatego, dziękuję. Ale mówiłem już do ściany. Po Strachu nie było śladu. Mam podejrzenie, że tak jak diabeł boi się święconej wody, tak Strach alergicznie reaguje na miłość. Gdybym miał więcej odwagi i był bardziej otwarty na stworzenie własnej wizji szczęścia zamiast kupować wizję sprzedawaną nam w promocji przez koncerny, to podziękowałbym mu za to, że jest. W końcu jest częścią mnie samego. A siebie szanuję i kocham. Uff.. myślałem, że nie dam rady tego napisać. Rozmowa z moim strachem uzmysłowiła mi parę rzeczy, zobaczyłem też parę spraw w innym świetle. Dlatego obiecuję sobie nie ganić się za lenistwo, opieszałość i lęki. Obiecuję sobie nie oceniać siebie ani innych. Na to przyjdzie czas na stare lata. Kiedy już opadną wszelkie łuski i zostanie naga prawda o życiu. Dajmy sobie trochę czasu na to żeby powiedzieć: nie miałem racji, popełniłem błąd, kiepsko na tym wyszedłem. Może okazać się, że wcale nie jest tak źle. A może nawet dobrze. A może bez tych doświadczeń nie doszlibyśmy teraz lub później do czegoś, z czego będziemy dumni, albo szczęśliwi? Za wcześnie na oceny. Teraz jest czas na miłość. Kochajmy siebie! C@rman PS Pisząc ostatnią frazę czułem się jak stary hippis. Ale co mi tam.. Kocham was ludzie!
--
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl |
|
Zobacz też: |
|
Zerwij stare związki łączące Wysiłek i Nagrodę Ciężko pracujesz – należy Ci się odpowiednia doza odpoczynku, obiegowe i wdrukowane w nas przeświadczenia: „Nauką i pracą ludzie się bogacą”, „Ziarnko do ziarnka” i tym podobne – budują w nas przekonania, iż trzeba długo, ciężko i tak, żeby było widać, jak ciężko i długo – coś robić – by sobie zasłużyć na nagrodę. Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak mile widziani są pracownicy, którzy w pocie czoła harując wychodzą na nieliczne przerwy, dlaczego tak „politycznie modne” jest wczesne przyjście, a już na pewno praca, kiedy wszyscy już wyszli?
Czy człowiek jest bardziej efektywny, kiedy obnosi się ze swoją zajętością i przepracowaniem? Nagradzaj się, kiedy chcesz i kiedy potrzebujesz! Nagradzaj się czasem – zrób sobie przerwę na coś, co lubisz. Nagradzanie siebie właśnie czasem (oczywiście nie chodzi tu o okolicznik czasu) jest wzmacniające dla naszej filozofii ekonomicznego wykorzystania energii w czasie. Dlaczego? Ponieważ zyskujemy dodatkowy czas dla siebie (zazwyczaj gdy czasu nam brak – to pobieramy go właśnie z obszarów: „Czas wolny”, „Czas dla siebie”, „Sen”, Odpoczynek” i wreszcie „Czas dla bliskich”. |
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|