|
Strona 1 z 2 Wybór odpowiedniego nastawienia ma podstawowe znaczenie dla osiągnięcia sukcesu. Pracowałem kiedyś w przychodni, w której panował ogromny ruch. Czasem musiałem przyjmować po 50 pacjentów dziennie. Zdarzało się, że kiedy jechałem do pracy, czułem się już zmęczony i myślałem tylko o tym, jak koszmarny dzień mnie czeka. Bywało, że jednemu pacjentowi mogłem poświęcić jedynie pięć minut — zdecydowanie za mało, by przyłożyć się do obowiązków. Wołałbym w tym samym czasie przyjmować tylko 30 osób. Wtedy byłbym w stanie porozumieć się z nimi i lepiej wykonać swoją pracę. Mogłem stresować się tym już na dzień naprzód, rozpowiadając wszem i wobec, że nie lubię tej pracy.
Wolałem jednak próbować cieszyć się nią tak bardzo, jak tylko się dało, i czekając, aż szefostwo zatrudni dodatkowego lekarza, który rozładowałby nadmiar pracy, wykonywać obowiązki w możliwie najlepszy sposób. Starałem się uśmiechać i nastawić na pomaganie innym, nawet jeżeli tak niewiele czasu mogłem poświęcić pacjentom. Skupiałem się na każdym z nich osobna, nie myśląc o tym poprzednim i o tych, którzy czekają w kolejce przed gabinetem. Odpowiednie nastawienie pomogło mi przetrwać wiele miesięcy tej katorgi. W końcu doszedłem jednak do wniosku, że przyjmowanie tak wielu pacjentów w ciągu jednego dnia jest ryzykowne. Ponieważ ciągle się śpieszyłem i pracowałem pod ogromną presją, łatwo mogłem coś przeoczyć. Pytałem na przykład pacjentów, czy zauważyli u siebie jakieś problemy z wypróżnianiem. Jeżeli odpowiadali: „Nie”, natychmiast przechodziłem do następnego pytania. To samo pytanie zadałem kiedyś pacjentowi w innej, mniej obciążonej przychodni. Kiedy odpowiedział, że nie, zapytałem, czy nie chodzi do toalety częściej niż zwykle. „Szczerze mówiąc, tak” — przyznał. Po kilku kolejnych pytaniach okazało się, że jego stolec jest bardzo ciemny i smolisty — a tego rodzaju symptom może wskazywać na raka jelit. Doszedłem do wniosku, że jeżeli ma się tylko pięć minut na pacjenta, trudno jest dotrzeć do sedna problemu. Moim celem było świadczenie wysokiej jakości pomocy medycznej. Aby osiągnąć ten cel, musiałem zmienić nastawienie i sposób działania. Po spotkaniu z zarządem przychodni postanowiłem więc odejść z pracy, między innymi z powodu braku poczucia bezpieczeństwa. Kiedy pracowałem jako dyrektor medyczny dużej, ruchliwej przychodni, zawsze wierzyłem w skuteczność pozytywnego podejścia do pacjentów. Starałem się wpajać lekarzom i innych członkom personelu nawyk traktowania każdego pacjenta jak kogoś bardzo ważnego oraz uczyć ich przyjemności z pracy. Pracując, możesz się świetnie bawić. Przynosi to ogromną satysfakcję i otwiera wiele nowych możliwości. Niezdrowe emocje, nastawienie i rodzaj działania mogą zrujnować każde miejsce pracy. Nie tylko spada wtedy wydajność, ale i klienci zaczynają się skarżyć. Zdrowe Myślenie wymaga ćwiczeń. Nawet po napisaniu tej książki ciągle musiałem sobie przypominać o tym, żeby wybierać na każdy dzień inne nastawienie, tak by pracowało mi się przyjemnie ze wszystkimi, nawet z chorymi. Kiedy już wyznaczyłeś sobie cel, musisz wybrać potrzebne do jego osiągnięcia nastawienie. Nie zawsze będzie to sielanką. Jeżeli nie osiągasz takich rezultatów, jakich się spodziewałeś, możesz wybrać któryś z alternatywnych rodzajów nastawienia. Poniżej wyszczególniłem dwa rodzaje.
Kto zawinił - albo - Nie zniechęcam się To wszystko ich wina. -- Co mogłem zrobić inaczej? Trudno znaleźć dobrych pracowników. --Muszę wytrenować moją ekipę. Rynek nie jest jeszcze na to gotów. -- Muszę jeszcze popracowaćnad tym pomysłem. Co za porażka! -- To była cenna lekcja. Straciłem ten kontrakt. Jestem skończony! -- Mam czas, żeby dopracować szczegóły. Jak oni śmią mnie krytykować! -- Dzięki za dobrą radę!Skąd oni o tym wiedzieli? Najwidoczniej to był dobry pomysł! To nigdy nie zadziała! -- Może wymaga to trochęwięcej czasu?
Łatwo możesz się zorientować, która z postaw pomoże Ci osiągnąć cel. Codziennie zmieniamy ubrania. Dlaczego nie możemy również zmieniać tego, jacy jesteśmy w środku? Możemy. Jeżeli Twoje aktualne nastawienie jest nieskuteczne, zmień je. Zawsze mnie dziwiło, że ludzie tak długo potrafią się upierać przy tym samym nastawieniu, nawet jeżeli nie sprawdza się ono przez lata. Kiedy jakaś drużyna sportowa ciągle przegrywa, czy przypadkiem nie zmienia strategii? Czy Los Angeles Lakers, Manchester United lub Dallas Cowboys tkwią przy tym samym defensywnym planie, jeżeli dużą różnicą punktów przegrali pięć meczy z rzędu? Czy upierają się przy tym samym ofensywnym planie, jeżeli nie pozwolił im zdobyć zbyt wielu punktów? Trener musi w tym przypadku zmienić strategię, inaczej zaryzykuje, że sam zostanie zmieniony. Nie obawiaj się zmiany. To, co spada, może się kiedyś podnieść. Jako ludzie bywamy stworzeniami przywiązanymi do pewnych zwyczajów. Jeżeli więc nie lubisz zmian albo ryzyka, zaczynaj powoli. Zamiast oglądać co wieczór ten sam sitcom, spróbuj przełączyć telewizor na coś innego. Obejrzyj inny program. Wyłącz telewizor. Zagraj w karty. Poczytaj książkę — dzieciom albo dla własnej przyjemności. Wyślij wiadomy sygnał żonie lub mężowi. Zacznij się uczyć grać na gitarze. Napisz biznesplan. Zapisz się do jakiejś organizacji. Zacznij nowe studia. Zostań prawnikiem. Napisz książkę. Wejdź w politykę. Zacznij czatować w internecie. Połóż się spać. Pamiętaj, Twoje życie może się toczyć na 282 miliony sposobów — wystarczy, że pomyślisz o czymś nowym, wybierzesz inne nastawienie i dostosujesz do niego odpowiedni rodzaj działania. To właśnie dzięki temu życie jest takie ekscytujące. Zdarza się nam mieć taką obsesję na punkcie jednego modelu życia, że kiedy próbujemy coś zmienić, sprawia nam to ból. Sęk w tym, by zmieniać sposób myślenia, nastawienie i rodzaj działania, tak by utrzymywać się na ścieżce prowadzącej do osiągnięcia wyznaczonych celów. Gloria postanowiła ubiegać się o stanowisko dyrektora generalnego międzynarodowej firmy. Do tej pory zawsze otrzymywała pracę, o jaką się starała. Spodziewała się więc, że zostanie dyrektorem, i oznajmiła znajomym oraz rodzinie, że proces rekrutacji jest właściwie formalnością. Kiedy zadzwonił telefon i powiedziano jej, że jej wniosek o pracę został rozpatrzony negatywnie, była załamana. Nie była w stanie wyjść z domu, nie dzwoniła do rodziny czy znajomych, nie mogła sobie poradzić z tym, że została odrzucona. Kiedy wreszcie trafiła do mnie, miała za sobą długi okres gryzienia się z odpowiedzią na pytanie, kto zawinił. Była wściekła, czuła się odrzucona i rozczarowana. Jeżeli dodać do tego zazdrość i poczucie winy, jasne się stanie, że mocno ucierpiała na tym jej ówczesna praca. Szybko zorientowaliśmy się, co napędza jej emocje. Gloria była przekonana, że jest przegrana, bo nie dostała wymarzonej posady. Martwiła się, że inni myślą tak samo. Spędzała całe noce, leżąc w łóżku, gapiąc się w sufit i próbując wymyślić jakieś wymówki, dlaczego nie dostała pracy. Zapytałem, jaki jest jej cel. Odpowiedziała, że chce zostać dyrektorem dużej międzynarodowej firmy. Czy poczucie klęski przybliża ją do osiągnięcia tego celu? Nie! Czy z roztrząsania jej wynikło coś wartościowego? Nie! Czy miała rację? Miałaby, gdyby kurczowo trzymała się nastawienia, które stało się przyczyną jej porażki. W jaki sposób Gloria mogła sobie wytłumaczyć to, że nie dostała wymarzonej pracy? Nie nadawała się na dyrektora. Nie polubiono jej. Jej pracę dostał ktoś lepszy. Pracodawcy szukali kogoś dysponującego innym zestawem umiejętności. Zażądała zbyt wysokiej pensji. Nie dysponowała odpowiednimi umiejętnościami. Nie była jeszcze gotowa. To nie była praca dla niej. Musi się jeszcze wiele nauczyć. Miała zbyt wysokie kwalifikacje. Wszystkie te myśli krążyły jej po głowie i nie pozwalały zasnąć.
|