|
Strona 2 z 3 Intelektualny bełkot To własnie intelektualny bełkot jest rzeczywista przyczyna, dla której zajmujemy sie zgnilizna. Wymaga to dodatkowego wyjasnienia. Jak juz tłumaczyłem, jednym z najwiekszych błedów jest uzywanie naukowego zargonu do opisywania sporów z szefem i eliminowania kolegów. Powoduje to, ze wpadamy w te same koleiny, którymi podazało przed nami wielu profesjonalistów, zadowolonych z edukacji wyniesionej ze szkół srednich, uniwersytetów oraz niezliczonych kursów i sesji treningowych. Wszedzie tam wdrazano ich do szerokiego stosowania neutralnego słownictwa dyscyplin naukowych. Znaczna czesc obecnych kursów profesjonalnych niewiele wykracza poza trening jezykowy. Ludzie wychodza wdrozeni do uzywania konkretnych okreslen, takich jak paradygmaty, plany krokowe, typologie, plany działan, aktorzy, audyty, modele zarzadzania i wiele podobnych. Stosowanie takiego jezyka moze byc dla naukowca błogosławienstwem i wzbogaceniem metod badawczych, lecz dla laika staje sie jedynie przeklenstwem i zubozeniem mozliwosci. Jezyk obiektywny pozbawia emocji i odcieni wszystkie działania ludzkie. Uzywajacy go uczestnicy zdarzen wygłaszaja beznamietne, martwe relacje obserwatorów. A przeciez nie sa muchami na scianie, lecz aktywnymi uczestnikami kontaktów społecznych, ludzmi majacymi wady, odczuwajacymi zadze, wsciekłosc i strach. Nie nalezy w takich sytuacjach uzywac jezyka naukowego, lecz jezyka fabryki, kantyny i plotki. Innymi słowy, jezyka, jakiego uzywacie w domu, gdy wyleja Was z roboty — własnie takiego, a nie innego. Profesjonalna i quasi-naukowa terminologia dała dyskusjom o rutynowych działaniach profesjonalnych godna szacunku fasade. Pozwoliła okryc je płaszczem niewinnosci. Zmyła krew ze scian, starła z progu plugawe nieczystosci i pod warstwa tapety ukryła kretactwa. Trening profesjonalny to nic wiecej jak tylko nauka przyzwoitego słownictwa, układnego mówienia i uzywania noza oraz widelca. Czy to oznacza, ze nasze organizacje stały sie bardzo przyzwoite? Czy pozbylismy sie wszelkich resztek niegodziwosci i okrucienstwa? Czy wreszcie nabrał tempa wielki proces humanizacji? Nie. W pewnym momencie kariery profesjonalisci uswiadamiaja sobie, ze zostali wciagnieci przez intelektualny bełkot. Z jednej strony, dysponuja arsenałem przyjemnych, układnych profesjonalnych modeli, a z drugiej — staja twarza w twarz z codziennoscia, która pozostaje od nich odległa o całe lata swietlne. Zgrzytaja zebami i jecza; nic tu nie pasuje. To bardzo bolesna pozycja. I wielu stara sie od tego uciec. Czy im sie to udaje? Nie. Nie moze sie udac. Wiekszosc profesjonalistów po prostu popada w schizofrenie. Prowadza podwójne zycie. Uzywaja pieknych słów, jakich firmy od nich oczekuja. Mówia o „otwartosci i uczciwosci”, „zaangazowaniu” i „synergii”, a jednoczesnie wiedza, ze szczyty zachowuja istotne informacje dla siebie, a pracownicy co innego mówia w stołówkach niz na spotkaniach zespołów i kazdy zamyka sie na własnym podwórku. W domu narzekaja i zrzedza. Mówia, co rzeczywiscie czuja: szef to swinia, cały dział to aroganci, pracownicy mysla jedynie o sobie, a jeszcze lata upłyna, zanim uda sie zapewnic sobie tak pozadane finansowe bezpieczenstwo. Na pewno nie chciałbym zamienic sie miejscami z jakimkolwiek profesjonalista, który podazył ta droga. Inna grupa fachowców to poszukiwacze szczesliwosci. Szukaja intelektualnego ocalenia w stosach ksiazek samopomocowych oraz kosztownych seminariach i konferencjach. Ucza sie o metodach kuracji, które — przepisane w odpowiedniej dawce — maja w ich organizacjach sprawic cuda. Dowiaduja sie, jak wyznaczac zadania, planowac działania i osiagac cel bez ranienia innych. Albo ucza sie nowych typologii ludzi wraz z całym zestawem powiazanych cech. „Jezeli dostosujecie sie do zachcianek kogos, zobaczycie, ze wszystko pójdzie gładko”. Albo przekonuja sie, ze ludzie maja tez swoje ciemne strony i zaczynaja nazywac to „pułapka”. W koncu laduja z guru, którzy wiedza wszystko o szczesliwosci, o szczesliwych pracownikach, szczesliwych szefach, szczesliwych klientach, szczesliwych udziałowcach i szczesliwych bankierach. Znika brak wiary, nie ma juz ciosów od tyłu ani manipulacji dopóty, dopóki przestrzega sie dwunastu, dwudziestu lub piecdziesieciu zasad postepowania. Przestrzegacie wy i wszyscy pozostali. Hm. Nie rozumiem dlaczego: jezeli szczesliwosc jest do wziecia i moze zostac wdrozona w sposób metodyczny — jezeli wierzymy prorokom — wiec dlaczego nie widze jej wokół? Czy spotkaliscie kiedys szczesliwego pracownika, prawego menadzera, wewnetrznie umotywowanego i smiejacego sie kolege? Nie — jedynymi naprawde szczesliwymi ludzmi sa prorocy, którzy głosza nowine. Kto nie byłby szczesliwy, majac tak wielu uczniów i wyznawców? Wszystko byłoby w porzadku, gdyby sie na tym konczyło. Gdyby prorocy byli tylko szalbierzami. Ale sytuacja jest o wiele powazniejsza, niz nam sie wydaje. Ich metody sa nie tylko nieefektywne, ale powoduja pogorszenie. Zwiekszaja dolegliwosci. Przepasc sie rozszerza. Przybywa tego, co było. Jest tylko jeden sposób umozliwiajacy znoszenie tych bredni, poniewaz nigdy nie bedziemy w stanie wydobyc sie całkowicie z bolesnej pozycji, w której tkwimy. A rozwiazanie jest proste. Bardzo proste. Od dzisiaj przestajemy przepuszczac codzienna rzeczywistosc przez młyn przyzwoitosci. On nie pomaga. Prowadzi donikad. To slepy zaułek. Nie, od teraz bedziemy uzywac tylko normalnego jezyka. Jezyka zazdrosci, okrucienstwa i nienawisci, obojetnosci i siły. Jezyka, który urzeka, poniza i plugawi. Jezyka łajdaków — jezyka szczurów! W tej ksiazce spróbujemy uzywac jezyka łajdaków, których bedziemy nazywac „oportunistami”, gdyz kalkuluja, planuja i uderzaja. Powoduje to nieprzyjemne emocje, opór i niewiare — czy ludzie tak zgnili moralnie sa prawdziwi? Tak. Jest ich cała masa. „Zatem wytłumacz, dlaczego stosowanie jezyka szczurów zamiast wytwornego lub neutralnego ma uczynic mniej bolesnym rozdzwiek miedzy doswiadczeniem a wyidealizowana wizja naszego profesjonalnego działania? Czy to nie pogorszy sprawy, skoro rezultat jest taka mieszanina emocji i reakcji?” Tak, ale tylko dla tych, którzy lubia ksiazki o szczesciu i ułudzie. Tylko oni beda mieli obiekcje. Beda skonfundowani i na trzesacych sie kolanach siegna dla ukojenia po swe małe, słodkie słówka. Ale dla tych, którzy zdobeda sie na odwage zerwania swych przerosnietych parchów i spojrzenia prosto w oczy demonowi firmy, oraz dla tych, którzy zdobeda sie na drugi krok i stana w szeregu z innymi, którzy uznali sie za szczury — dla nich wszystkich rozpocznie sie nowa gra, która wzniesie ich na nowy poziom percepcji. Dla nich sciagniecie ropy intelektualnych bredni bedzie łagodzacym kataplazmem. W tym liscie oferuje chłodne kompresy, łubki i ciepłe koce. Dyskutujac nad pytaniem, jak zostac szczurem, zbudujemy most nad szczelina oddzielajaca piekne słowa od codziennej praktyki. To jest podstawowa przyczyna napisania tej ksiazki. Pojawienie sie szczura to całkiem inna historia. Pojawienie sie szczura Kilka lat temu uczestniczyłem w duzej reorganizacji sredniego i wyzszego szkolnictwa zawodowego. Łaczyło sie to z wprowadzaniem nowego materiału, kilku nowych metod nauczania i zarzadzania, fuzjami i sieganiem po nowe alternatywne fundusze rzadowe. Pełniłem funkcje menadzera projektu, co oznaczało, ze spedzałem wiele godzin na dyskusjach z członkami zarzadów, naczelnikami, twórcami programów, kierownikami kadr i specjalistami od Public Relations, starajac sie naprowadzic rozmowy na produktywne tory. W tym czasie nabijałem astronomiczne rachunki telefoniczne i wypijałem galony kawy. Wkrótce uswiadomiłem sobie, ze wszyscy byli tak otwarci jak ostrygi i równie zzyci ze sprawami biezacymi jak własciciel akcji z robotnikami. Kazdy miał jakies, gdzies głeboko ukryte sprawy osobiste lub niezapłacone rachunki. Pod płaszczykiem debaty trwała walka. Przypominam sobie rozmowe z dyrektorem szkoły, która miała byc połaczona z inna. Dyrektor spokojnie rozwazał trzy mozliwe „pary”, starajac sie wybrac najlepszy mariaz. Nie było w tym nic złego. Nagle zorientowałem sie, ze jest on przede wszystkim zainteresowany zajeciem mozliwie najwyzszej pozycji w przyszłej instytucji. W tym tez nie było nic złego. Co wiec czyniło tego człowieka szczurem? Co zrobiło z niego przykład do tej ksiazki? Dokładnie oszacował wnoszone przez siebie wiano. Pod koniec jednego z naszych spotkan powiedział mi w momencie szczerosci: „Joep, zostane rektorem. Umówiłem sie z nimi, ze zwolnie połowe mojej kadry. Potem sie połaczymy. Dzieki temu zaoszczedzimy mase pieniedzy. Teraz moge sie ich łatwo pozbyc. Ubedzie sporo niechcianego balastu. W innych szkołach juz jest za duzo personelu. Gdybym wział ze soba wszystkich, sytuacja stałaby sie niemozliwa. Za to ja zostane rektorem. Moga wybierac: albo zabieram wszystkich ze soba i przyjmuje posledniejsze stanowisko, albo robimy oszczednosci, a lukratywna pozycja dla mnie. Zycie wymaga wyborów”. Tak, zycie to ciagłe wybieranie. Wracałem do domu z mieszanymi uczuciami — podziwu dla chytrej kalkulacji, złosci na siebie z powodu własnej naiwnosci i niewiary, ze cos takiego moze byc mozliwe… Mysle, ze wówczas po raz pierwszy powiedziałem do siebie: „Co za szczur! Fascynujace. Ludzie, tacy jak on, sa o wiele bardziej interesujacy niz wszyscy ci nedzni doradcy ds. organizacji odprawiajacy modły o zbawienie ich instytucji”. Spotkałem wiele podobnych szczurów. Łatwo ich odszukac, patrzac wytrenowanymi oczyma. Nieco pózniej poszedłem na spotkanie wstepne przed podjeciem nowej pracy. Tego popołudnia rozmawiałem z człowiekiem, który przykładał mi do gardła cała kolekcje nozy. Chciał tego lub tamtego. Z adrenalina wciaz w szybkim tempie pompowana do mojego organizmu pojawiłem sie na spotkaniu z moimi przyszłymi kolegami. Gdy zapytali mnie, co ostatnio robiłem, mogłem jedynie powiedziec: „Zajmowałem sie szczurami. Szczurami róznych kształtów i wielkosci, rodzaju meskiego i zenskiego. Szczurami dobrymi i diabelskimi. I wiecie, jaka jest miedzy nimi róznica?”. Milczenie. „Nie? Dobrego szczura nie uda sie wam rozpoznac. Rozpoznawalne sa tylko marne szczury. Dobry szczur nie pyszni sie swymi trikami i wykonaniem mistrzowskich ciosów. Jezeli to robi, jest złym szczurem. Szczur wyglada jak kazdy z nas. Nie ma długich rzes lub dziwnych zmechacen na głowie albo blizn na policzku. Wyglada jak przecietny ojciec lub przecietna matka, opiekujacy sie dziecmi na schludnym przedmiesciu. Spójrzcie na kogos obok was. Moze byc szczurem. Moze knuc przeciwko wam i przeciw kazdemu innemu”. Moi nowi koledzy spojrzeli po sobie, po czym zwrócili wzrok na mnie i wybuchneli smiechem. Wówczas pomyslałem sobie: „Powinienem zorganizowac kurs na temat Jak byc szczurem i nauczac o taktyce oraz trikach stosowanych przez szczury”. Mineły kolejne dwa lata, zanim zebrałem sie na odwage, znalazłem czas i poczułem chec poprowadzenia takiego kursu. Pewnego dnia, gdy w interesach był mniejszy ruch, siedzac przy biurku, pomyslałem: „Pora przygotowac plan kursu”. Otworzyłem laptopa, otworzyłem nowy dokument, który zatytułowałem Plan kursu o szczurach i zaczałem działac jak przystało na dobrego specjaliste od przygotowywania kursów. Spisałem cała liste celów: na koncu warsztatów ich uczestnik ma umiec przeanalizowac sytuacje, wybrac własciwa szczurza taktyke i ja zastosowac... W tym momencie zadzwonił telefon. „Mówi M. z uniwersytetu X.. Dzwonie, aby dowiedziec sie, czy zechce pan wygłosic wykład na seminarium, jakie organizujemy dla absolwentów. Czuja, ze sa pod naciskiem profesorów, ze sa manipulowani. Czy moze im pan cos powiedziec?”. Chca, abym oskarzał, pomyslałem. Chca, abym powiedział j’accuse. Co za zbieg okolicznosci, ze własnie myslałem o kursie na temat stosowanej w firmach polityki manipulowania! „M — powiedziałem — ja naprawde nie narzekam i nie zgrzytam zebami na te grupe studentów. Tylko utwierdze ich w przekonaniu, ze sa ofiarami. Dla nikogo nie bedzie z tego zadnego pozytku. Ale własnie stworzyłem kurs (niewinne kłamstwo) zatytułowany Jak byc szczurem. Czy to nie zainteresowałoby waszych absolwentów? Bedziecie mogli ich nauczyc pieknej sztuki kopania dołków pod innymi i czynienia ofiar z profesorów i zwierzchników. Jak sie to podoba? A przy okazji, czy pan wie, jak sie znajduje chłopca do bicia? Moge pana tego nauczyc.” M. wybuchnał smiechem i wydawał sie byc zainteresowany. Dobilismy targu. Na przygotowanie wszystkiego miałem zaledwie cztery tygodnie. Potem pojechałem na trzy tygodnie na południe, by nauczac mych pierwszych uczniów, jak zyc w sciekach. Oczywiscie wówczas nie myslałem, ze bede sie tym zajmował tak długo i w ogóle nie pomyslałem o pisaniu tego listu opisujacego szczura we wszystkich przebraniach, jakie dla niepoznaki przybiera.
Krótka wycieczka do scieku W pozostałej czesci listu porusze rózne tematy. Dla Waszej wygody dokonam ich krótkiego przegladu. Audyt Pierwsza czesc listu to test samooceny. Wiekszosc profesjonalistów przywykła do testów oceny osobowosci, do pytan: „Jakiego rodzaju przywódca jestem?”, „Jaki jest typ mojej osobowosci?”, „Czy powinienem bardziej skupiac sie na celu działania?”, „Czy jestem materiałem na człowieka sukcesu?”. Mój list bez takiego testu nie byłby kompletny. W nastepnym rozdziale dam wam mase okazji do samooceny. Oczywiscie docenicie, ze test jest wysoce naukowy i dopracowany w szczegółach. Wiec nie powinniscie lekcewazyc jego rezultatu. Od samych rezultatów nawet istotniejsze sa „stwierdzenia” podsumowujace postawe własciwa dla szczura. Potem powiemy o tym wiecej. Na arenie Niektórzy sa niezadowoleni, ze szczur musi tyle czasu spedzac na obserwowaniu, a tak niewiele na rzeczywistym „działaniu”. Ale tak juz jest. Dobry szczur atakuje tylko trzy razy na miesiac i za kazdym razem nie dłuzej niz piec minut. Ale wie, ze kazdy atak przyniesie mu pewne zwyciestwo. A zwyciestwo to celebruje w ciszy, nie wspominajac o nim nikomu. W tej czesci przyjrzymy sie arenom organizacyjnym. Ludzie znajacy zaplecze sa lepiej przygotowani niz ich przeciwnicy. Moga krzyzowac ich plany. Najtrudniejszym zadaniem jest zidentyfikowanie aktorów. Przyjrzymy sie, co komu i czemu słuzy w firmie. Jezeli po przeczytaniu tego rozdziału bedziecie nadal myslec, ze nic nie mozecie i nie macie na nic wpływu, to powinniscie zapomniec o reszcie tego listu.
|