|
Strona 1 z 3 Witajcie w rynsztoku Nieco sie waham, czy pisac do was ten list. Z jednej strony jestem przekonany, ze jest rzecza absolutnie konieczna, abyscie w dzisiejszych czasach wiedzieli o grze sił, jaka wciaz trwa w firmach i organizacjach, a z drugiej nie chciałbym byc uznany za bezlitosnego konsultanta, msciwego obserwatora i osobe cynicznie niedotrzymujaca słowa. Chciałbym, abyscie — gdy wszystko juz zostanie zrobione i powiedziane — uznali mnie za osobe pod tym wzgledem przestrzegajaca norm etycznych. A bede pisał o tym, co ludzie nazywaja „dociskaniem sruby”, „upokarzaniem”, „robieniem w konia” i „robieniem z kogos ofiary”. Przecwiczymy sztuke kopania dołków pod szefem, zobaczymy, jak omijac róznego rodzaju przemyslne arkusze zajec i inne pułapki, które maja za zadanie sledzenie wszystkich waszych ruchów, oraz przyjrzymy sie sposobom manipulowania kolegami i współpracownikami. A wiec w droge. Mamy poznac ciemne strony i krete drogi współczesnych firm.
Jak juz wspomniałem, pisze te ksiazke w postaci listu, przyznaje, ze raczej długiego, ale tak wiele jest do powiedzenia o wewnetrznych sprawach róznych instytucji. Tradycyjnie list to cos wysyłanego do przyjaciół lub znajomych badz od nich otrzymywanego. Filozof Sloterdijk uwaza list za metafore, zapomoca której ludzkosc stara sie zhumanizowac sama siebie.Dzieki pisaniu i czytaniu powstaje krag ludzi edukowanych, którzy wspólnymi siłami staraja sie utrzymac na wodzy nasze zwierzece instynkty. Za pomoca kultury ksiazek, esejów, opowiadan, listów i wiedzy ludzkosc obłaskawia sama siebie i przemienia w łagodne stworzenie. Miło byłoby z taka swiadomoscia kłasc sie spokojnie do łózka, ale wiemy cos wiecej. Nie mysle tu wcale o okropnosciach, jakich ludzkie małpy dopuszczaja sie gdzies daleko w swiecie. Okropnosci popełniamy codziennie, nawet we własnym domu i własnej firmie, we własnym dziale i wobec klientów. Juz słysze, jak mruczycie: „Wiec po co pisac takie listy? Pisanie listów jest juz passé. Dlaczego nie wysłac SMS-a lub e-maila albo nie stworzyc strony w Internecie? Wszystkie te listy i ksiazki ani krztyne nie przyczyniły sie do naprawy ludzkosci”. Jestem skłonny zgodzic sie z wami. Macie racje. Dlaczego zatem nadal to, co mam do powiedzenia, chce napisac w formie listu? Powód jest prosty. List jest jednoczesnie osobisty i zachowuje dystans, jest ogólny i anegdotyczny oraz ujawnia wszystkie niedoskonałosci i dziwactwa obu stron — piszacego i czytajacego. Ponadto list przesłany miedzy przyjaciółmi ma cechy intymnosci, której nam trzeba, by odkryc, jak zostac szczurem.
Dlaczego „zgnilizna”? Na poczatku chce wyjasnic powody, dla których ludzie wciaz prowadza rozgrywki i tocza walki o władze i znaczenie. Ale dlaczego własnie od tego chce zaczac? Pierwszym powodem, jaki przychodzi na mysl, jest chec pogoni za sensacja. Przyznajcie uczciwie, czy nie odczuwacie dreszczu satysfakcji, czytajac, ze jakis wysoko postawiony i potezny prezes korporacji został „doprowadzony do porzadku” przez czyjes słuzalcze ujawnienie jego matactw? Kto z nas nie sledzi tego rodzaju informacji — lub chocby seriali telewizyjnych — pozwalajacych zobaczyc upadek wielkich i poteznych? Kogo nie zdumiewa ten ciagły obrót kół i trybów na firmowych szczytach i kto nie kuli sie przerazenia z powodu okrucienstwa tych obrotów? Kto nie wzdraga sie z powodu majacej tam miejsce zimnej kalkulacji bezecenstw? Trzeba nie byc człowiekiem z krwi i kosci, by nie odczuwac satysfakcji z czyjegos upadku. Niestety niezdrowe zainteresowanie nieczystymi trikami w zyciu społecznym i firmowym oraz na poziomie sprawujacych władze zdaje sie byc czyms powazniejszym niz zwykłe okrzyki: „Ach jakie to straszne!”, jakimi wiejskie plotkary witaja wiesci o niepowodzeniach sasiadów. Ale niezaleznie od tego, jak bardzo pozadacie dreszczyku sensacji, nie zamierzam spełnic waszych oczekiwan. Rozczaruje Was, jezeli przede wszystkim szukacie soczystych historii o okrucienstwach i naduzyciach dyrektorów wielkich korporacji. Jezeli pozadacie takich wiadomosci, mozecie sobie zaprenumerowac jedno z pism zbierajacych plotki ze swiata biznesu albo kupic ksiazke dla młodziezy, w której wzrost i upadek jakiejs wielkiej firmy zostanie opisany w stylu greckiej tragedii. Znajdziecie tam szczegółowy opis wszystkich i wszystkiego. Cios w plecy i zdrada nadaja tam ton akcji; podniecajace, nieprawdaz? W moim liscie nie ma zadnego nazwiska niesławnej pamieci ani zadnego skandalu, zadnej rewelacji, ani exposé. Celowo, gdyz nie interesuja mnie prawa rzadzace kretactwami, gramatyka deprawacji ani struktura zdrady. Gonienie za sensacja grozi odejsciem od tematu. Drugim powodem zwrócenia uwagi na „zgnilizne” moze byc głebokie i dajace satysfakcje uczucie oskarzenia. Wyobrazmy sobie ksiazke, która strona po stronie ostro i szczegółowo ujawnia korporacyjne intrygi z wszystkimi przybieranymi dla niepoznaki maskami. Jakie bicie serca wywoła zestawienie obok siebie faktów i oskarzen: przestepstwo, człowiek, przestepstwo, działanie, przestepstwo. Nie wytrzymałbym tego. Dlaczego? Oskarzyciel to ksiegowy zapisujacy dokładnie wszystkie slady działan dobrych i złych. A co najgorsze, wiedzacy dokładnie, gdzie lezy granica miedzy dobrem a złem, gdzie konczy sie uczciwosc firmowa i zaczyna zgnilizna. Tacy ludzie pogardzaja „trikami”, „wyczynami” i „chłopcami do bicia” — swoimi i innych. Oskarzyciele nie chca kalac rak, a tego nie mozna uniknac, gdy wkroczymy w swiat sprawujacych władze. Z powodu swej fobii — obawy przed brudem — staraja sie oczyscic wszystko i wszystkich w swym otoczeniu. Oskarzyciele nie obwiniaja innych ludzi, obwiniaja siebie. Staja samotnie na własnej ławie oskarzonych, twarza w twarz z własnymi oskarzeniami o sekretne pozadanie stosowania brudnych trików, przewrotów, szantazu i emocjonalnego okrucienstwa. Przyznajmy uczciwie: nie ma i nie było nikogo, kto miałby czyste rece. Kazdy oskarzyciel wylicza swe własne przewiny. Gdybym zamierzał skupic swój list na tym watku zgnilizny, stworzyłbym głównie ponury i nieciekawy opis samego siebie. Dlatego nie znajdziecie tutaj zadnych oskarzen. Nikt nie jest sadzony; nikt nie ustala standardów. Teraz rzucmy okiem na trzecia mozliwa przyczyne. Własnie jej dotycza pytania wiekszosci uczestników moich wykładów p.t. „Jak byc szczurem?”. To prawda — wygłaszam wykłady na ten temat. Czesto mówia: „Jestem tu, aby sie dowiedziec, o co tu w ogóle chodzi i co robic, aby tego uniknac”. Idioci! Wciaz widze ich zmartwione twarze. Ich płonace czerwone policzki, pot spływajacy pod pachami i nerwowe chichoty sygnalizujace, o co zamierzaja pytac. Macie nadzieje na cud, który odmieni ich słowa, ze powiedza cos w rodzaju: „Jak mam docisnac szefa?” lub „Czekam na okazje, by mu dołozyc” albo „Zrobie wszystko, naprawde wszystko, aby im sie nie udało”. Oczekujecie zjadliwosci, oparów zemsty, zadzy ponizenia. Ale ich słowa brzmia poprawnie, mówia: „Chce umiec to zło rozpoznac i podjac kroki, które pozwola na jego unikniecie”. A do tego sa zawsze szczesliwi. Szczesliwi! Rzadko mozna zobaczyc ludzi tak przestraszonych i tak szczesliwych z otrzymania poprawnej odpowiedzi, gdyz ta odpowiedz umieszcza ich poza podejrzeniami, poza linia ognia. Usiłuja powiedziec, ze nie chca miec nic do czynienia z całym tym brudem, a jedynie nauczyc sie tak wielu trików, jak to tylko mozliwe, aby wzmocnic swa linie obrony. Mysla, ze w ten sposób, zachowujac uczciwosc, zmniejsza szanse stania sie ofiara. Jezeli szukacie ksiazki tego rodzaju, to szukajcie gdzie indziej. Moge polecic cała liste ksiazek z serii zrób to sam, pokazujacych, jak dac sobie rade z szefem. Takie ksiazki zawieraja profile szefów i rady, jak trzymac ich na dystans. Czesto sa to słabo zamaskowane kursy asertywnosci. W tym liscie chce pójsc o wiele dalej. Nie chce, abyscie stali sie ofiarami, ale nakłaniam Was byscie sie sami upaprali. Dlaczego nie macie sie stac szefami z piekła rodem? Kims, kto zawsze kalkuluje szanse i okolicznosci, i zgrabnie manewruje w matni? Kims, kto obmawia ponizonych i przy kazdej nadarzajacej sie okazji ciagnie korzysci z wywyzszonych? Badania naukowe. Mamy tu dobra okazje, aby przyjrzec sie dokładniej prostactwu, okrucienstwu i obłudzie. Nasze zainteresowanie moze byc kliniczne — jestesmy zafascynowani ciemna strona natury ludzkiej i czujemy silna potrzebe jej zrozumienia, wyjasnienia i odgadniecia. Czy jest w tym cos złego? Chcemy stworzyc słownik neutralnych pojec słuzacych do opisu odkrywanych cech. Neutralny, gdyz jako naukowi obserwatorzy, jako bezstronni ogladacze, po prostu chcemy kreslic obraz zachowan homo sapiens; nasze preferencje i potepienia nie odgrywaja tu zadnej roli. Od jezyka codziennego trzymamy sie na dobrze odmierzony dystans, gdyz obawiamy sie obciazajacych go emocji, doswiadczen i osadów. Obserwujemy zdeprawowanych menadzerów i ich pracowników w ich naturalnym srodowisku — w ich firmach i organizacjach, aby ocenic, w jakich warunkach jakie formy prostactwa przez które osoby zostana przyswojone. W ich politycznych zachowaniach próbujemy znalezc jakies regularnosci, które potem nazywamy „prawami”. Przykład? Wszyscy menadzerowie w koncu działaja jak głupcy, nawet ci najsympatyczniejsi. Przyczyna tego jest niepisany profil, do którego menadzer musi sie dostosowac3. Oczywiscie wybieramy okreslenia neutralne, naukowe i piszemy prawa podobne do tego: „Gdy wystepuje konflikt interesów, menadzerowie daja pierwszenstwo interesom organizacji. Taki sposób ustanawiania priorytetów jest inherentna cecha postrzegania sytuacji przez osoby pełniace funkcje przywódcze”. Nie ma nic naprawde złego w podejsciu naukowym. Całkiem odwrotnie. Neutralizacja jezyka i wymuszona scisła kontrola subiektywnosci i osobistych preferencji ujawniaja rzeczy, które bez tego pozostawałyby w ukryciu. Zle sie dzieje dopiero wtedy, gdy profesjonalisci zaczynaja uzywac jezyka naukowego w swoim codziennym srodowisku. Tak rodzi sie intelektualny bełkot.
|