|
Dla większości z nas istnieje silne powiązanie pomiędzy samoocena a postrzeganiem naszej sytuacji w kontekście związków, stosunków międzyludzkich, pracy, zdrowia i wyglądu. Czy wyglądamy dobrze? Czy jesteśmy lubiani? Czy jesteśmy dobrzy w pracy? Pozytywny wizerunek własnej osoby uzależniamy od powodzenia w różnych dziedzinach życia. Do pewnego stopnia nie ma w tym nic niezdrowego. Nasze sukcesy oraz reakcje innych to słuszne składniki naszego poczucia własnej wartości — zachęcają one do mierzenia się z nowymi wyzwaniami i dawania z siebie tego, co najlepsze.
Niezdrowe jest jednak nadawanie przesadnie dużej wagi takim czynnikom i mówienie, ze „nie mogę mieć dobrego zdania na swój temat, jeżeli…”: - Mam o sobie dobre zdanie tylko wtedy, gdy jestem szczupła. - Mam o sobie dobre zdanie tylko wtedy, gdy otrzymuje pochwały i zapewnienia o własnej wartości. - Mam o sobie dobre zdanie tylko wtedy, gdy osiągam doskonałość, robiąc to, czego się podejmuje. Zawsze, gdy przywiązujemy zbytnia wagę do osiągnięć w pewnych dziedzinach naszego życia, stwarzamy sobie pewien problem. Wiadomo, ze nie jest możliwie nieustanne czerpanie satysfakcji z sukcesu, a właśnie w chwilach, kiedy doznajemy porażek, wysoka samoocena jest nam najbardziej potrzebna. Jeżeli jednak wiara w siebie jest krepowana przez wszystkie niepowodzenia, jakich doznajemy, przy jednoczesnej niemożności kontrolowania wszystkich potencjalnych przyczyn porażek, to otrząśniecie się z przegranej może okazać się bardzo trudne. Jerzy: Samoocena Jerzego była uzależniona od jego sukcesów w pracy. Po kilku pomniejszych porażkach w końcu zdobył prace, w której czuł, "e poznano się na jego talentach. Szybko awansował na poziomie niższej kadry zarządzającej i, mimo i" nigdy nie pozbył się głęboko zakorzenionego poczucia niepewności co do własnych zasług, potrafił odgrodzić się od związanego z tym poczucia dyskomfortu, identyfikując się ze swoja pozycja i statusem dobrego menedżera. Jego praca stała się definiująca go tożsamością, a wszystko inne — związki, rozrywka i rozwój osobisty — zeszło na drugi plan. Po tym, jak Jerzy został nie ze swojej winy zwolniony z pracy, cały gmach zbudowany na tym fundamencie legł w gruzach, a on sam pozostał sam na gruzowisku. Renata: Samoocena Renata jest silnie uzależniona od tego, jak postrzega ona swój własny wygląd. Jak wielu z nas, Renata porównuje się z niekorzystnym skutkiem z wygładzonymi przykładami perfekcyjnej aparycji, jakie pojawiają się w mediach. Renata nie jest ani zbyt gruba, ani mało atrakcyjna, ale ma tendencje do zupełnie nieproporcjonalnego wyolbrzymiania własnych cech, postrzeganych przez siebie jako niedostatki. Niewielka skaza na skórze lub dodatkowy kilogram w nieodpowiednim miejscu staje się w jej opinii powodem, dla którego inni unikają jej towarzystwa. Brzemię, jakie kładzie na siebie, jest podwójne — z jednej strony dąży do sztucznie wykreowanego i nieosiągalnego ideału, a z drugiej strony bardzo surowo ocenia swój własny wygląd. Bez wątpienia nasze samopoczucie poprawia się, kiedy jesteśmy zadowoleni z tego, jak wyglądamy, ale zbytnie uzależnienie wiary w siebie od wyglądu zewnętrznego skazuje nas na dość poważne załamania. Oczywiście warto poświęcać czas i uwagę swojemu wyglądowi, ale należy zachować przy tym umiar, a co najważniejsze, nie zapominać, ze prawdziwa atrakcyjność nie jest cecha zewnętrzną. Ludzie, którzy twierdza, ze „jeżeli byliby bardziej atrakcyjni, odzyskaliby wiarę w siebie”, najprawdopodobniej źle podchodzą do tematu. Być może powinni mówić: „jeżeli uwierzyłbym w siebie, stałbym się bardziej atrakcyjny”. Badania dowiodły, ze takie cechy, jak pewność siebie, ciepło i umiejętność postępowania z ludźmi, mogą mięć o wiele większy wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani, niż wygląd zewnętrzny. Pozbywanie się ograniczeń Ustaliliśmy wiec, ze dopuszczenie do tego, by nasza samoocena była w dużym stopniu zależna od pewnych zalet, osiągnięć i wyrazów uznania jest potencjalnie szkodliwe. Jaka wobec tego jest alternatywa? Zapewne ma cos wspólnego z zyskaniem większego, bezwarunkowego uznania dla samego siebie i z pozbyciem się wrażenia, ze wady, jakie dostrzegamy u samych siebie, czynią nas mniej wartościowymi. Niezależnie od tego, co robimy, jak wyglądamy i co inni mówią o nas, nasza wartość jest taka sama i zasługujemy na taki sam szacunek, jak każdy inny mieszkaniec tej planety. Jeżeli masz tendencje do przesadnego uzależniania swej samooceny od pewnych warunków, to najwyższy czas, byś zaczął lubić siebie za to, ze jesteś sobą. Pomyśl o innych ludziach, których kochasz lub kochałeś miłością bezwarunkowa — o partnerze, szczególnie drogim przyjacielu lub swoim dziecku. Nie oczekujesz od nich, by byli doskonali — Twoja miłość nie wydaje się zmniejszać, kiedy okazuje się, ze nie SA w stanie sprostać jakiemuś ideałowi. Możesz być zadowolony i dumny z ich sukcesów, ale podstawa Twojej miłości nie SA w żadnej mierze ich osiągnięcia. Łatwo dostrzec korzyści z większej bezwarunkowości samooceny. Silniejsze poczucie własnej wartości sprawia, ze porażka, krytycyzm i odrzucenie nie będą na nas tak silnie oddziaływać. Nie wpędza nas w dołek własnej bezwartościowości. Nie chodzi tu jednak o rozwiniecie w sobie postawy kuloodpornego samozachwytu, z jaka czasami przychodzi nam się spotykać — chodzi o przywrócenie równowagi. Samoocena zawsze będzie w pewnym stopniu zależna od pochwał i osiągnięć, jednak niezależnie od wzlotów i upadków, jakie zgotuje nam życie, pozostaniemy niezmiennie warci miłości i szacunku, w szczególności miłości i szacunku dla własnej osoby. John Caunt Powyższy tekst jest fragmentem książki "Poznaj swoją wartość" .
|