O konfliktach wewnętrznych słyszał chyba każdy z nas. Okazuje się, że przeżywa je lwia część naszego społeczeństwa, rzadko kto jednak zastanawia się, na czym te konflikty polegają, jakimi prawami się rządzą i nad tym, jak je rozwiązywać.
Przede wszystkim, by zaistniał jakikolwiek konflikt, muszą istnieć dwie jego strony. W NLP nazywamy je subtożsamościami lub prościej – częściami nas. Mówimy wtedy, że jedna część danej osoby chce jednego, a druga czego innego. Z jednej strony chcemy wstać, z drugiej pospać jeszcze pięć minut. Chcemy wykonać jakieś zadanie, wypełnić obowiązki, ale przecież możemy to zrobić później, a teraz odpocząć lub zrobić coś przyjemnego…
Nie znaczy to wcale, że mamy w głowach kilka oddzielnych istot. Po prostu motywy naszego działania w niektórych sytuacjach prowadzą nas do kilku, wykluczających się wzajemnie, rozwiązań.
Co decyduje o tym, które rozwiązanie wybierzemy? Oczywiście emocje, które są motorem działania naszej podświadomości. To między innymi dlatego niektórzy potrafią doskonale planować swoją przyszłość, są w stanie dokładnie ją zobaczyć i odczuć, ale nie są w stanie wprowadzić jej w życie.
Właśnie dlatego, że na pewnym etapie ich działania pojawia się konflikt.
Co możesz zrobić w sytuacji, gdy wyznaczasz cel, a wewnętrznie czujesz, że „coś jest nie tak” i, że jakaś część Ciebie wcale nie chce jego spełnienia?
Przyjrzyjmy się klasycznemu wzorcowi przekładania na później:
1. - Muszę to teraz zrobić. 2. - Hmm… a może zrobię to jutro… a dzisiaj zajmę się czymś innym… 3. - Taaaaaaakkkk, przecież nic się nie stanie jak to zrobię jutro. 4. - Ufff, uwolniłem się od problemu…
Są to oczywiście dialogi wewnętrzne. Tej prostej strategii używają miliony ludzi – jeśli więc jest Ci znajoma – spokojnie, nie jesteś sam. :)
Zanalizujmy teraz sprawę dokładnie. Jest ona przegrana już praktycznie od punktu 1, gdzie użyte jest słowo „muszę”. Zastanów się – jakie generuje ono emocje w Twoim ciele? Lubisz musieć? Słowo to presuponuje przymus, tzn. narzucenie nam czegoś i zabranie możliwości samo decydowania, czy zmiany kierunku naszego działania.
Punkt 2 to właśnie działanie części nas, której nie podoba się nasz cel. Ten dialog zazwyczaj wymawiamy określonym, bagatelizująco-deprymującym, tonem głosu. Reakcja naszego wnętrza jest natychmiastowa – od razu więc, w pkt. 3, przyznajemy sobie sami rację. Kulminacyjny moment to punkt 4, gdzie możemy wreszcie poczuć ulgę…
Jak więc zatrzymać tę strategię, która najczęściej zamienia się w niekończący się łańcuch?
Przede wszystkim, jeśli je masz, pozbądź się przekonania, że część Ciebie, która odpowiada za odkładanie na później, jest Twoim wrogiem. Wielu ludzi wyciąga taki wniosek, gdyż myślą, że celem tej części jest przeszkadzanie im. A najczęściej jest właśnie odwrotnie.
Zadaj sobie teraz pytanie – co chcę osiągnąć i co osiągam przez to, że przekładam rzeczy na później?
Jeśli pierwsza odpowiedź, którą usłyszysz w głowie będzie w stylu: „Nic nie osiągam! Nienawidzę tego! To jest złe i nic mi nie daje!”, zastanów się głębiej. To, że nie akceptujesz pozytywnych intencji przekładania nie znaczy, że ich nie ma.
Co więc zyskujesz przekładając obowiązki na później? Ulgę i chwilowy spokój? Przekonanie, że to Ty decydujesz co jest do zrobienia? Oddalenie ewentualnego stresu czy oceny wykonanej przez Ciebie pracy? Relaks zamiast wysiłku?
Nasza podświadomość nie ma negatywnych celów, jak np. „Nie chcę tego robić”. Tworzy cele pozytywne, np. „Chcę wykonać to, zamiast tamtego”. I zawsze kieruje się najsilniejszą pozytywną i negatywną emocją. Tzn. dąży do szczęścia i bezpieczeństwa, a ucieka od zagrożenia i stresu.
Zamiast walczyć więc ze sobą (jest to z resztą nierówna walka), sprawdź, co jest, tak naprawdę, celem danej części. Jeśli jest to uniknięcie przykrych, negatywnych emocji – problem jest nie w tym, że masz coś wykonać, ale w tym, jak to zadanie interpretujesz.
Zapytaj się sam lub sama siebie – z jakimi emocjami kojarzy Ci się dane zadanie? Czy jesteś pewny, że się uda? Czy jesteś pewny, że jeśli się nie uda, pogodzisz się z tym i przyjmiesz to pozytywnie?
Odpowiedzi, które otrzymasz, to drogowskazy do zmiany. Idź za nimi, aż dojdziesz do konkretów. Zadawaj pytania typu: „Co dokładnie w wykonywaniu tego, wywołuje u mnie stres?”. „Czego dokładnie się boję?”.
Na końcu, gdy będziesz mieć już swoją listę, potraktuj każdy punkt, jako etap na drodze do realizacji Twojego celu. Spytaj się siebie co możesz zrobić, aby „zabezpieczyć” każdy z tych etapów. Jeśli np. otrzymałeś lub otrzymałaś odpowiedź: „Boję się tego, jak inni ocenią moją pracę.”, spytaj się: „Jak mogę zapewnić sobie najwyższy możliwy poziom spokoju w związku z moją pracą?”. Odpowiedzi, jak np.: „Przyłożyć się do niej, spytać innych o opinie, sprawdzić dokładnie skończoną pracę.” od razu zacznij wcielać w życie. Jeśli zrealizujesz je wszystkie, część, która odciągała Cię od danej czynności po prostu zniknie (połączy się z Tobą), ponieważ nie będzie miała motywów – powodów istnienia.
A Ty zaczniesz w końcu realizować swoje cele.
Z życzeniami wielu sukcesów osiągniętych teraz, zamiast później, Michał Jankowiak
Szeroko pojętym oszczędzaniem próbuję/usiłuję zajmować się na każdym kroku, codziennie. Dlaczego? Gdzieś przeczytałem kiedyś, że grosz zaoszczędzony, to grosz zarobiony. Tak, że pchany chęcią poznania nowych technik, sposobów, metod i co tam jeszcze możliwe, co pozwoli mi zaoszczędzić, a raczej zarobić jeszcze więcej, sięgnąłem po pozycję dotyczącą tego tematu, a zatytułowaną „Inteligentne oszczędzanie”, autorstwa pana Marcina Jaskulskiego. Wydałem na tą pozycję dosłownie kilka złotych, a dzięki jednej drobnej rzeczy, którą wyczytałem oraz zastosowałem w swoim życiu, inwestycja już się zwróciła. Ale po kolei ...
Obecnie żyjemy w świecie przesiąkniętym konsumpcjonizmem, gdzie kwestie oszczędzania, zbierania ziarnka do ziarnka i tym podobne style myślenia są bardzo, ale to bardzo nie popularne. Dlatego też raczej nie wróżę tej pozycji jakieś szalonej popularności, a szkoda, gdyż autor we wstępnie bardzo ładnie opisałem dlaczego tak jest, że obecnie każdy interesuje się wydawaniem, a oszczędzaniem mało kto.
Jeśli nie idziesz do sklepu, aby kupić konkretną rzecz, to nie idź. Jeśli pójdziesz, to tym samym podejmujesz decyzję, że wydasz swoje pieniądze na coś, co prawie lub w ogóle nie jest Ci do niczego potrzebne. Dlaczego? Każdy sklep, to jeden wielki marketing, w którym wszystko zostało ustawione, pokazane tylko i wyłącznie pod jednym kątem: abyś kupował. Nikogo nie obchodzi, czy kupujesz coś, co jest Ci potrzebne, czy nie. Liczy się tylko sam fakt kupowania.
Idąc dalej tym samym tropem: absolutnie konieczne jest, abyś unikał traktowania chodzenia na zakupy, jako jakikolwiek rodzaj rozrywki. Jeśli jednak tak traktujesz zakupy, to wracasz do punktu wyjścia (patrz akapit powyżej).
2.Wydawaj mniej, niż zarabiasz.
Wskazówka ta, to tak oklepany frazes, slogan, powtarzany na tysiące różnych sposobów, a w dalszym ciągu tak dużo osób postępuje wbrew niemu. Dlaczego? Wszelakie wynalazki w stylu kart kredytowych, kredytów i pożyczek konsumpcyjnych mają za zadanie dać Ci poczucie, że dysponujesz praktycznie nieograniczonym zasobem gotówki, która – w dodatku – nie jest Twoja, tak że bez wielkich wewnętrznych perswazji możesz te pieniądze wydać na co tylko chcesz. To prościutka droga do finansowych tarapatów. Jeśli tego nie chcesz, to przestrzegaj prostej zasady: zawsze kupuj za gotówkę i to swoją gotówkę.
Hokeista ten jest jednym z najlepszych hokeistów w swoim kraju, kilkakrotnie zdobywał mistrzostwo i wicemistrzostwo Niemiec. Kilka lat temu zaczęły go nękać straszne bóle głowy. Podczas badań okazało się, że ma raka mózgu.
Podjął walkę z nowotworem. Zamienił lodowisko na szpital a treningi na chemioterapię. Okazało się, że udało mu się pokonać raka. Najszybciej, jak tylko to było możliwe, powrócił do treningów i do gry. Ponownie zdobył mistrzostwo. Niestety, podczas kolejnego badania kontrolnego okazało się, że rak powrócił i to z o wiele większą siła. Lekarze twierdzą, że nie ma już dla niego ratunku i dają mu około 7 tygodni życia.
Mając to na uwadze, postanowił spędzić resztę swojego życia robiąc to, co kocha. Stwierdził, że w takiej sytuacji musi po prostu wykorzystać w pełni pozostały mu jeszcze czas...
Postanowił dalej trenować!! Powiedział, że to jest to, co zawsze kochał robić i co jest jego największą pasją! Dodał również, że jest to winien swoim kolegom z drużyny i kibicom – w ten sposób chce im podziękować za wiarę w niego i wsparcie, jakiego mu udzielali i nadal udzielają.
Rób to, co kochasz robić – to pierwsza zasada sukcesu, o której przeczytasz w każdym poradniku. Usłyszysz o niej w wywiadzie z gwiazdą filmu, biznesu czy sportu. Ta zasada jest tak oklepana, że przeciętny człowiek rzadko wpada na to, że jest prawdziwa. A nawet jeśli pokiwa ze zrozumieniem głową, podczas codziennych czynności po prostu o niej zapomina.
Czy gdybyś był w podobnej sytuacji, jak przedstawiony na początku hokeista (czego absolutnie nikomu nie życzę), robiłbyś nadal to, co do tej pory? Czy to, co robisz teraz jest pełnym wykorzystaniem Twojego potencjału i nie zamieniłbyś tego za nic w świecie? A może w inny sposób spędziłbyś pozostały Ci tutaj, na ziemi, czas?
Albo inaczej – gdybyś wygrał teraz 5 000 000 zł w totka, czy nadal pozostałbyś przy tym, co teraz?
Pamiętam, że w szkole średniej marzyliśmy z kolegami o wygraniu paru milionów. Każdy z nas mówił, że rzuciłby szkołę i całkowicie inaczej pokierował swoim życiem. Znaczyło to ni mniej ni więcej tylko tyle, że nie jesteśmy spełnieni w tym, co robimy, że mamy niedosyt jeśli chodzi o spełnienie naszego potencjału. Teraz też mam jeszcze pewien niedosyt, ale już nie zmieniałbym diametralnie mojego życia. Odnalazłem dziedziny, które mnie naprawdę fascynują i w których chcę stawać się lepszym. Ona dają mi radość i spełnienie, o których kiedyś tak marzyłem. Owszem, mam jeszcze wiele do zrobienia, ale tu chodzi raczej o skalę mojej działalności, a nie o dziedzinę, w której chcę działać!
Jeśli robisz coś, co kochasz, to jesteś skazany na sukces. Tak naprawdę już osiągnąłeś niebywały sukces. Większość ludzi ciągle narzeka na swoją pracę i robi to, na co wcale nie mają ochoty. Jeśli jednak jest inaczej, może warto coś zmienić?
Pod każdą widzialną oznaką sukcesu, musi być mocny fundament. Musi być coś, co się nie zachwieje przy pierwszych problemach, trudnościach i nie dających się przewidzieć sytuacjach. Każdy sukces trzeba podeprzeć prawdziwą pasją, miłością do tego, co się robi. Zbuduj swój sukces na skale, a nie na piasku!
Oto wywiad, jaki przeprowadził ze mną Daniel Janik z serwisu http://boox24.pl :
Daniel Janik: Witaj Sebastian.
Sebastian Schabowski: Witam serdecznie.
D.J.: Może od razu przejdę do rzeczy, a więc: jak zarobiłeś swoje pierwsze pieniądze w Internecie?
S.S.: O ile mnie pamięć nie myli, zarobiłem je promując w sposób czynny ebooka o angielskich słówkach dostępnego w Złotych Myślach poprzez pisanie na forum gazeta.pl postów, pod którymi zamieszczałem stopkę z linkiem: "Jak zapamiętać 200 angielskich słów, zwrotów i wyrażeń w 100 minut?" , który prowadził do strony z ebookiem i oczywiście zawierał mój link partnerski.
D.J.: Ile czasu Ci to zabrało?
S.S.: Pierwsze pieniądze zarobiłem w jakieś 4 miesiące od zapisania się do programu partnerskiego ZM, jeszcze przed założeniem Osiągacza.
D.J.: Ile czasu zabrałoby Ci to teraz?
S.S.: Myślę, że jeden dzień. Zrobiłbym np. stronę, na której umieściłbym zaciekawiające odwiedzających wideo i obiecałbym w nim zdradzenie jakichś sekretów, plus wiele wartościowych materiałów multimedialnych za darmo, jeśli tylko podadzą imię i adres e-mail.
Po podaniu tych danych trafiałoby się na bardzo multimedialną ofertę "Efektu motyla" . Oczywiście adres mailowy trafiałby do autorespondera, gdzie przygotowałbym kolejkę np. 10 e-maili promujących w sposób nieinwazyjny tę książkę.
Następnie wypromowałbym taką stronę przygotowując kilka krótkich, ciekawych filmików i umieszczając je w wielu serwisach z wideo naraz (oczywiście odpowiednio dobierając słowa kluczowe tytułu, opisu i tagi), a także biorąc udział w dyskusjach na forach i komentując blogi (pamiętając oczywiście o właściwej stopce z linkiem).
To mniej więcej dzień pracy, można tak zacząć zupełnie nie mając zaplecza ani pieniędzy, a jeśli się to dobrze zrobi, to efekty mogą być bardzo ciekawe, natychmiastowe i co jeszcze ważniejsze - dość trwałe.
D.J.: Ile czasu zabrało Ci stworzenie dochodu pasywnego, dzięki któremu osiągnąłeś finansową niezależność i jak tego dokonałeś?
S.S.: Niezależność finansowa ma dla każdego trochę inne oblicze, bo nasze miesięczne wydatki są różne (a niezależność finansowa to stan, w którym pasywny dochód przekracza miesięczne wydatki).
Ja przyjąłem, że jeśli będę generował pasywny dochód przekraczający średnią krajową, przez co najmniej trzy miesiące z rzędu - osiągnę niezależność finansową. Osiąganie takiego stanu zajęło mi niecały rok intensywnej pracy i rozwijania się...
D.J.: Jakim systemem się posłużyłeś? Jakich schematów użyłeś i nadal używasz?
S.S.: Poza napisaniem i przetłumaczeniem książki, największe znaczenie miało stworzenie Osiągacza.
Pomysł polegał na tym, by zgromadzić w jednym miejscu wiele wartościowych dla pewnej grupy docelowej (ludzi zainteresowanych rozwojem osobistym) informacji. Wykorzystałem model rozbudowanego serwisu z darmową treścią i listami mailowymi, w którym zarabia się na reklamach kontekstualnych i programach partnerskich.
Po sprawdzeniu, że model ten działa, skopiowałem go i użyłem na rynku amerykańskim - tworząc OnlineMotivator.info.
D.J.: Czy system ten da się przenieść na inne dziedziny?
S.S.: Jak najbardziej. Jeśli w jakiejś dziedzinie istnieje zapotrzebowanie na stronę, która będzie zawierać wiele bezpłatnych informacji na ten temat - można zastosować taki model.
Co więcej, nawet jeśli na dany temat istnieje już wiele stron - zawsze możemy poprowadzić bloga, czy nawet wideo-bloga, na którym przyjmiemy oryginalne podejście do tematu, które wyróżni nas z tłumu.
D.J.: Co radziłbyś komuś, kto pragnie osiągnąć niezależność finansową?
S.S.: Przede wszystkim radzę przeczytać wiele książek na ten temat (Kiyosaki , T Harv Eker itd.). Potrzeba pewnego przeprogramowania umysłu tak, by zaczął widzieć okazje do tworzenia pasywnego dochodu. Czyli od pytania: "jak pomóc innym ludziom?" przechodzimy do bardziej zaawansowanego pytania, np.: "jak pomagać tysiącom ludzi na całym świecie i to bez względu na to, czy się śpi, czy jest się na wycieczce?".
Oczywiście poza czytaniem książek potrzebna będzie praca nad sobą - nauczenie się nowych umiejętności, stworzenie różnych nowych rzeczy itd. Najlepiej, gdy wykorzystamy do tworzenia źródeł pasywnego dochodu swoją pasję - wtedy będzie to nie tylko pożyteczne, ale i dające dziką satysfakcję podczas pracy. D.J.: Jaka była najważniejsza lekcja, jakiej doświadczyłeś?
S.S.: Okazało się, że najlepsze są projekty, których nie robimy głównie dla pieniędzy. Jeśli jesteśmy nastawieni na szybki zysk - to raczej niewiele osiągniemy z takim podejściem.
Natomiast, jeśli chcemy tworzyć wartość dla innych ludzi, bez względu na to, czy od razu będzie to generowało dochód czy nie - okazuje się, że pojawiają się nowe możliwości i w rezultacie i tak świetnie zarabiamy na takim projekcie lub doświadczeniu wyniesionym z projektu.
Oznaką myślenia niezależnego finansowo jest również podejmowanie się inicjatyw niezwiązanych z zarabianiem, a służącym ludziom - to właśnie również oblicze niezależności finansowej, bo decyzja, czy zrealizujesz jakiś ciekawy pomysł nie zależy tu od finansów.
Warto robić, to co sobie wymyślimy, choćby dla rozwoju i dla dobra innych, nie pytając od razu: "a co ja z tego będę miał?".
D.J.: Jaki jest Twój najważniejszy nawyk?
S.S.: Myślę, że jest to nawyk ciągłego rozwoju. Nigdy nie będziemy wiedzieli wszystkiego, ani posiadali wszystkich odpowiedzi, ale jeśli codziennie rozwijamy się w dziedzinach, które nas interesują, to trudno w ciągu kilku lat nie zostać ekspertem w danym temacie...
D.J.: Czym wg Ciebie tak naprawdę jest sukces?
S.S.: Jedna z ciekawszych definicji, z którą się zgadzam, brzmi: sukces to spędzić życie na swój unikalny sposób.
Zamiast być jedynie produktem otoczenia, działać tak, jak wszyscy wokół, spełniać jedynie oczekiwania innych ludzi wobec nas - wymyślić sobie własną drogę życia, znaleźć własne miejsce, własne pasje, własne środowisko ludzi, wśród których chcemy być, własne cele i marzenia, własne książki itd. Po prostu chodzi o zrozumienie, że jest się wolnym i świadome skorzystanie z tej wolności.
D.J.: Jak myślisz, dlaczego tylko niewielu osobom udaje się osiągnąć coś wielkiego?
S.S.: Myślę, że powszechnie nie doceniamy wpływu otoczenia na jednostkę. Ludzi sukcesu jest niewielu, więc większość dzieci ma wpajany program zorientowany na przeciętność i wychowuje się w przeciętnym otoczeniu.
Do tego dochodzi szkoła, która skutecznie obrzydza czytanie, zmuszając dzieci do studiowania nieatrakcyjnych, źle dobranych dla nich książek, czy też zabija chęć nauki, przytłaczając ogromem zbędnych szczegółowych informacji z wielu dziedzin. To powoduje, że ludzie w większości nie czytają i nie rozwijają się po wyjściu ze szkoły. Nauka źle im się kojarzy.
Poza tym - każdy osobiście podejmuje decyzję, czego chce od życia i czy godzi się zapłacić za to określoną cenę (na sukces trzeba zwykle ciężko - nad sobą - pracować).
D.J.: Jako, że obecnie przebywasz w USA, czy mógłbyś powiedzieć, co odróżnia myślenie Polaków od Amerykanów?
S.S.: Główną różnicą, jaka rzuca się w oczy jest to, że Amerykanie zdają się dobrze bawić żyjąc, a Polacy wydają się cierpieć żyjąc. Co ciekawe w obu przypadkach jest to w dużej mierze gra pozorów, nawykowe reagowanie na sytuacje. Ludzie nie koniecznie są tacy, jakie sprawiają wrażenie.
Amerykanie wydają się przyjaźni, optymistyczni, na luzie, często żartują, są pomocni, otwarci. Polacy wydają się przy nich zestresowani, ponurzy, smutni, spięci i zamknięci w sobie.
Oczywiście ma to swoje uwarunkowania historyczne i kulturowe, ale dobrze byłoby popracować nad zmianą takiego wizerunku Polaka. Dobrze byłoby, gdyby osoba szczęśliwa i odnosząca sukcesy była głównym wzorcem i w polskiej kulturze.
D.J.: Czy masz jakieś swoje motto, myśl przewodnią? Jakie?
S.S.: Nie tak dawno przyszła mi do głowy myśl, która dobrze odzwierciedla to, co dla mnie ważne:
"Act on your dreams as if your life depended on it ...because it does."
W wolnym tłumaczeniu:
"Podążaj za swoimi marzeniami, jakby od tego zależało Twoje życie ...bo zależy."
D.J.: Skąd czerpiesz wiedzę?
S.S.: Skąd się da :) W sieci głównie oglądam filmiki na YouTube na tematy, które mnie interesują, inwestuję w książki, programy na CD i DVD, jeżdżę na szkolenia i konferencje, odbywam konsultacje z ekspertami i przeprowadzam z nimi wywiady...
D.J.: Jakie przesłanie mógłbyś przekazać ambitnym osobom, które pragną stworzyć sobie lepsze jutro?
S.S.: Możesz się nauczyć wszystkiego, co jest potrzebne, by zbudować życie Twoich marzeń. Studiuj rozwój osobisty, a dowiesz się, jak spełnić je o wiele szybciej niż kiedykolwiek wydawało Ci się to możliwe. Mierz wysoko. Odkryj i rozwiń swoje pasje. Możesz być kim chcesz, robić co chcesz i mieć co chcesz.
Jesteś kowalem swojego losu - wykuj coś, co uczyni Cię szczęśliwą osobą. Warto.
D.J.: Sebastian, dziękuję bardzo za rozmowę. Przypomniała mi ona o pewnych prawdach, o których niby wiedziałem, ale tkwiły one we mnie uśpione... Dzięki Twoim radom zyskałem nową motywację do działania i rozwijania się w dalszym ciągu. Jeszcze raz dziękuję i życzę dalszych sukcesów.
Wiedzą to wszyscy ludzie, którzy wiele osiągnęli w swoim życiu...
Dzięki temu są w stanie dalej robić wielkie rzeczy.
"Co to takiego?"
Otóż zdają sobie oni sprawę z tego, że to, co robią nie będzie perfekcyjne od początku.
Michael Jordan nie zakładał, że będzie od początku trafiał za każdym rzutem do kosza. Wręcz przeciwnie - wiedział, że będzie musiał spudłować wieeeele razy zanim stanie się świetnym koszykarzem.
Adam Małysz prawdopodobnie również zdawał sobie sprawę z tego, że pierwszym w życiu skokiem nie zdobędzie tytułu mistrza świata.
Początki są zawsze dalekie od perfekcji, pełne niedociągnięć, pokazujące brak doświadczenia itd. I tak właśnie ma być. Oczekiwanie, że będzie inaczej jest naiwne.
Wielu ludzi natomiast nigdy nie zacznie tego, co chcą zacząć, bo wiedzą, że jeszcze nie są w stanie zrobić tego perfekcyjnie. I to ich największy błąd.
Daj sobie szansę na bycie początkującym. Na zaczęcie działania najlepiej jak możesz w tej chwili, ale bez odkładania tego na później. Kiedy już zaczniesz - będzie łatwo udoskonalać i korygować błędy po drodze.
Nie tak dawno zaczęliśmy nowy projekt - telewizję internetową http://Osiagacz.tv . Od strony technicznej była (i w pewnym sensie dalej jest) daleka od perfekcji. Prowadzący w niej programy nie są zawodowymi dziennikarzami telewizyjnymi.
ALE...
Ale robimy szybkie i, w moim odczuciu imponujące, postępy, jeśli chodzi o podnoszenie jakości naszych programów. I to jest to. Zacząć teraz i ulepszać, kiedy coś już działa.
Zapraszam Cię serdecznie do oglądania coraz lepszych odcinków na naszym kanale na YouTube:
Ostatnio co rusz widzę, jak ludzie popełniają ten wielki błąd.
Popełnianie go wydaje im się naturalne i nieuniknione.
Czują się usprawiedliwieni.
A tak naprawdę nie tylko okrada ich to z marzeń, powoduje, że czują się biedni, zabija ich kreatywność, ale także pozbawia jednej z najlepszych szans na rozwój.
Co to za błąd?
Wyobraźmy sobie sytuację, w której istnieje jakaś książka, szkolenie, program studiów, czy cokolwiek innego, co może Ci bardzo pomóc i czego bardzo pragniesz. Jednocześnie, patrząc na swoje finanse stwierdzasz, że nie masz wystarczającej ilości pieniędzy, by za to zapłacić.
Co robi większość ludzi?
Jęczą "nie stać mnie...".
I w tym momencie przestają o tym myśleć, zbici z tropu, smutni, jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę.
Co robią w takiej sytuacji ludzie sukcesu?
Zadają sobie proste pytanie: co mogę zrobić, by było mnie na to stać?
Przecież, gdyby Twoje życie zależało od tego, czy w przeciągu trzech dni zażyjesz lek za 500 zł, to pieniądze znalazłyby się bez względu na wielkość i obciążenia Twojego budżetu, prawda?
Jeśli czegoś naprawdę chcesz, nie ma dobrej wymówki, by się tego pozbawiać, a już na pewno nie jest nią "nie stać mnie".
Ekscytujące jest ciągłe zadawanie sobie pytania "co mogę zrobić, by było mnie na to stać?". Kreatywność, jaką możemy się wykazać jest zdumiewająca!
Łatwiej nam mając taki cel wyjść odważnie ze strefy komfortu, spróbować robić coś, czego jeszcze nigdy nie robiliśmy, łatwiej nam o wytrwałość, czy też zmianę tego, co dotychczas robiliśmy na bardziej efektywne - tak, by mniejszym wysiłkiem osiągać lepsze rezultaty.
Dzięki temu uzyskujemy gratis wielką motywację do rozwoju. Mamy cel - np. być w stanie zapłacić za zagraniczne studia, czy prestiżowe szkolenie.
Że nie napiszę tu o ogromnej satysfakcji, kiedy coś, czego tak bardzo pragniemy, z niemożliwego staje się możliwym.
Jeśli uważasz, że Cię na coś nie stać - wykorzystaj tę wspaniałą szansę do pracy nad sobą i stania się osobą, którą na to stać. To zależy od Ciebie.
Zwykle jest tak, że by zdobyć więcej pieniędzy musimy po prostu stać się bardziej przydatnymi dla innych. Lepiej pomóc ludziom, bądź pomóc tak samo, jak dotąd, ale większej liczbie osób.
"Możesz mieć w swoim życiu wszystko czego chcesz, jeśli tylko pomożesz wystarczającej liczbie ludzi uzyskać to, czego oni chcą." Zig Ziglar
Chcę Ci dzisiaj opowiedzieć o wspólnych cechach znanych mi milionerów i multimilionerów z Polski i USA.
Odkryłem, że są oni zupełnie inni, niż wyobraża to sobie większość ludzi.
Skoncentrowani na pieniądzach? Chciwi? Leniwi, bo już nie muszą pracować? Kochający kupowanie drogich przedmiotów? Samotni? Smutni?
Okazuje się, że powyższe mity zupełnie rozmijają się z moim doświadczeniem pochodzącym z rozmów i współpracy z tymi ludźmi.
Oto, jacy są znani mi milionerzy, którzy doszli od zera do dużych pieniędzy: - kochają to, co robią - ich motywacją jest WIZJA przyszłości, którą chcą stworzyć - nałogowo stawiają sobie niemożliwe cele i je realizują - nie widzą przeszkód, które mogłyby ich powstrzymać - uważają, że mogą rozwiązać każdy problem - wiedzą, że mogą się nauczyć wszystkiego, czego chcą, mogą też skorzystać z pomocy innych ludzi, którzy są ekspertami w danej dziedzinie - żyją w przyszłości - uwielbiają snuć ambitne plany i o nich opowiadać - nie mają problemów z uznaniem swoich sukcesów z przeszłości - są dumni ze swoich osiągnięć - zawsze mają wiele rzeczy, nad którymi w danym czasie pracują - ciągle się uczą i rozwijają - otaczają się ludźmi, którzy uzupełniają ich niedobory umiejętności w różnych dziedzinach - są wzorami samodyscypliny i wytrwałości - są pogodni i optymistyczni, świetnie się bawią pracując (przypominają duże dzieci) - pieniądze nie są ich celem, a jedynie narzędziem do realizacji ambitnych planów tworzenia tego, co całe ich otoczenie uważa za niemożliwe - chętnie służą radą - są bardzo zadowoleni ze swojego życia i mają wysokie poczucie własnej wartości - nie dają się powstrzymać strachowi, nie boją się popełnienia błędu - są pozytywnie zakręconymi, kreatywnymi, wartościowymi i niezwykle zasłużonymi dla swojej społeczności lokalnej ludźmi
Dałem Ci właśnie "mapę" umożliwiającą dojście do bycia milionerem :) Bycie nim polega nie tyle na tym, że masz w tej chwili milion na koncie, ale na tym, że jesteś osobą, która ma wyżej wymienione cechy. Prowadzą one do szczęśliwego bogacenia się...
Przede wszystkim, jak powtarza Tony Robbins: Żyj z pasją!
Pracowałem ostatnio z pewnym gościem, który jak sam stwierdził, przeczytał bardzo dużo książek z zakresu NLP, Psychologii, Hipnozy, Uwodzenia, Rozwoju Osobistego i tak dalej i tak dalej. Mimo to, z jakiegoś powodu, jego życie było wciąż takie samo, nie zarabiał więcej kasy, nie poznawał więcej wyjątkowych osób, nie bawił się lepiej w życiu. Zadał mi jedno pytanie, na które chcę, byś i Ty poznał odpowiedź.
Jak to jest, że część ludzi czyta setki książek i nic to nie daje, a inni czytając mniej, a jednak ich życie się zmienia? Pierwsza wiadomość – ich życie się nie zmienia, to oni je zmieniają. I to jest podstawa odpowiedzi na to pytanie.
Pozwól, że podam Ci moją wersję etapów nauki. Cały proces uczenia się jest wieloetapowy – co najmniej.
Etap pierwszy – „poznaje”
W tym etapie, uczysz się – czytasz książki, oglądasz filmy ze szkoleń, słuchasz audio ze szkoleń, bierzesz udział w wykładach, szkoleniach, poświęcasz swój cenny czas na poznawanie nowej wiedzy.
Przykładowo – czytasz książkę kucharską i właśnie poznałeś przepis na spaghetti i wiesz na tym etapie, że spaghetti składa się między innymi z makaronu, mięsa i sosu pomidorowego, oraz przypraw. I tyle. Jesteś na szkoleniu, gdzie dowiadujesz się, że można pozbyć się fobii w 10 minut.
Oglądasz program o motoryzacji i dowiadujesz się, że samochód składa się z silnika, co najmniej czterech kół, oraz innych elementów. Mając tę wiedzę, poznając ją, możesz przejść do kolejnego etapu.
Przez ostatnie kilka lat błąd ten kosztował mnie tyle, że wstyd się do tego przyznać.
Bardzo łatwo go popełnić i zdarza się on większości ludzi...
Czytaj dalej, a nie będziesz kolejną jego ofiarą.
Wielu ludzi ma nawyk czytania literatury na temat sukcesu, zgadzania się z tym, co czytają i stwierdzania znudzonym głosem "to nic nowego", "to oczywiste", "wiedziałem o tym wcześniej"...
Dokładnie tak reagowałem na poradę dawaną przez różnych mówców, która w oryginale brzmi: "think on paper". Po polsku: myśl na papierze.
"Ależ oczywista oczywistość..."
"No wiadomo, że tak jest lepiej..."
"...i co z tego?"
Można o tym przeczytać i 100 razy, zgodzić się z tym 200 razy i nic się nie zmieni, jeśli... Jeśli nie wytworzymy sobie NAWYKU zapisywania swoich ulotnych, (i np. wartych setki tysięcy złotych w pasywnym dochodzie rocznie) pomysłów, planowania pracy, pisania na brudno różnych poważniejszych form wypowiedzi itd.
Co się stało, że ze stanu zgadzania się z "think on paper" przeszedłem do stanu rzeczywistego używania tej techniki każdego dnia?
Otóż wybrałem się jakiś czas temu na Success Symposium do Dallas. W ramach bonusu, każdy uczestnik dostawał w prezencie tzw. Jim Rohn Leadership Journal. Nazwa bardzo szumna, jak na oprawiony w skórę ...notatnik.
A jednak było to dokładnie to, czego potrzebowałem, by zacząć wyrabiać sobie nawyk spisywania pomysłów, planów, ciekawostek, celów, szkiców lekcji do mojego kursu czy też szkiców kolejnych numerów biuletynu sukcesu.
Zaczynają dziać się cuda, gdy wszystkie Twoje pomysły, zamiast w większości odchodzić w zapomnienie, trafiają do notatnika i są później wielokrotnie czytane, ulepszane, integrowane z innymi i - co najważniejsze - wdrażane w życie. Nie przypuszczałem swoją drogą, że mam ich aż TYLE. Sprawdź ile Ty ich zgromadzisz po np. miesiącu - szok gwarantowany :)
Druga sprawa - planowanie swojego czasu na papierze pomaga Ci skupiać się na tym, co w danym roku, miesiącu, tygodniu, czy wreszcie dniu jest dla Ciebie naprawdę najważniejsze. Mamy tyle "zakłóceń" ze strony otoczenia, tyle rzeczy woła o naszą uwagę, że skupienie się na tym, co najważniejsze staje się bardzo trudne. Notowanie i planowanie na papierze bardzo tutaj pomaga.
Zauważ, że jedną z najważniejszych cech ludzi sukcesu jest umiejętność rozróżniania tego, co ważne, od tego, co nieistotne i skupiania całej swojej energii na tym, co właśnie najważniejsze. Przedstawiona dziś przeze mnie technika bardzo Ci w tym pomoże.
Bierz więc notatnik i do dzieła. Niech będzie zawsze przy Tobie - pomysły i olśnienia mogą Cię "dosięgnąć" w każdej chwili. Co wieczór - przejrzyj notatnik, pomyśl o swoich celach, marzeniach i przygotuj na bazie tego jakiś plan na następny dzień.
Wzrost Twoje produktywności i zadowolenia będzie ogromny...
Usiądź sobie wygodnie i przybliż się trochę do monitora.
Ok.
Zaczynamy...
Chcę się dziś z Tobą podzielić sposobem, który od lat stosuję, by niezwykle skrócić sobie drogę do spełniania marzeń.
Dzięki temu, co za chwilę poznasz - będzie Ci łatwo utrzymać swoje myśli na danym celu, otworzą się przed Tobą możliwości, których nie sposób było przewidzieć i zdobędziesz ogromną pomoc od ludzi, których teraz nawet jeszcze nie znasz.
Technika, którą zaraz opiszę działa dla mnie lepiej niż wszelkie wizualizacje. Kto wie, czy nie jest jednym z głównych czynników, które pozwoliły mi spełnić wieeele moich marzeń.
Oto ta technika:
Za każdym razem, gdy masz okazję podzielić się z kimś swoimi planami lub marzeniami - ZRÓB TO.
Powtórzę, bo to bardzo ważne:
Za każdym razem, gdy masz okazję podzielić się z kimś swoimi planami lub marzeniami - ZRÓB TO.
Oto, w czym tkwi ogromna moc tej techniki: jeśli porozmawiasz z 10 osobami - każda z nich usłyszy o Twoich planach i marzeniach jeden raz. Ale Ty usłyszysz to 10 RAZY!!! Czy 10 razy skupisz swoją uwagę, by w jakiś sposób to wyrazić i jeszcze do tego usłyszysz to z własnych ust.
Oto dodatkowa korzyść: ktoś, komu opowiesz o swoim planie zna kogoś, kto może Ci w jakiś sposób pomóc w jego realizacji. Więc nawet, jeśli osoba, która Cię wysłuchała, bezpośrednio Ci nie pomoże - masz o jedną osobę świadomą Twoich zamierzeń więcej.
Ta osoba również będzie wyłapywać z otoczenia różne rzeczy, które mogą Ci pomóc w realizacji Twojego celu. Może Cię poinformować np. o jakimś wydarzeniu, w którym udział bardzo Ci się przyda. Może Ci kupić na urodziny książkę, która odkryje przed Tobą coś, co pomoże Ci spełnić dane marzenie...
Ludzie lubią pomagać osobom, które wiedzą, dokąd zmierzają. Lubią być posłańcami przynoszącymi dobre wiadomości. Powiedz im, co planujesz, a udzielą Ci pomocy z dużą przyjemnością.
Dodatkowo - jeśli wszyscy będą wiedzieli, dokąd zmierzasz - łatwiej Ci będzie wytrwać na drodze do spełnienia swojego marzenia - sama chęć bycia konsekwentnym w oczach otoczenia jest również wsparciem dla Twojej motywacji.
Jak spowodować, by ktoś chciał słuchać o Twoich planach? To dość proste - zapytaj rozmówcę o jego plany i poczekaj (lub nie) aż zapyta w zamian o Twoje.
Jest takie świetne pytanie, które uwielbiam zadawać różnym ludziom, bo odpowiedź na nie niezwykle wiele mówi o człowieku. To pytanie brzmi:
"Kim będziesz za 5 lat?"
Obok:
"Jakie książki czytasz?" - jest to świetne pytanie rozpoznawcze dla nowych znajomości :)
Następny sposób - kiedy ktoś pyta, co słychać, powiedz np. "właśnie intensywnie przygotowuję się do egzaminu FCE, bo chcę wyjechać w wakacje do Irlandii".
Upewnij się, że wszyscy w Twoim otoczeniu wiedzą, o czym marzysz i co planujesz. Długoterminowe skutki stosowania tej techniki mogą wprawić Cię w osłupienie :)
Jak uczy Brian Tracy - ludzie sukcesu myślą przez większość czasu o tym, czego pragną i jak to osiągnąć. Powyższa technika również pomoże Ci częściej skupić swoją uwagę na tym, czego pragniesz i gdzie zmierzasz.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Sebastian Schabowski
PS Jedną z rzeczy, o których mówiłem, gdy ludzie pytali, co u mnie słychać, było w ostatnich miesiącach stwierdzenie: "przygotowuję internetowy kurs o niezależności finansowej".
I udało mi się niedawno udostępnić go publicznie tak, że w tej chwili każdy, kto chce osiągnąć stan, w którym nie musi pracować na pieniądze do końca życia - ma szansę wziąć w nim udział i spełnić to marzenie.
Pozwól, że przedstawię Ci nie tylko "sekret piwoszy", ale także jego interpretację, bo to w niej tkwi klucz do wykorzystania go w biznesie i w całym życiu.
Oto, co wiedzą piwosze:
"Nie musisz mieć browaru, aby napić się piwa."
Koniec tematu piwoszy. Taadaam!
"Nie mam pieniędzy na lokal, więc nie założę firmy." - wiele firm (dziś bardzo dużych) zaczęło w garażu.
"Nie mam zdolności kredytowej i nie dostanę kredytu na zaczęcie działalności gospodarczej." - wiele firm założono praktycznie bez kosztów na początek, z pomocą rodziny i dzięki chwilowemu pożyczeniu najważniejszych sprzętów od znajomych.
Oto, czego nie musisz mieć, by zacząć zarabiać w internecie, dzieląc się swoją pasją z innymi użytkownikami:
- nie musisz mieć komputera
- tym bardziej, nie musisz mieć komputera z dostępem do internetu
- nie musisz mieć pieniędzy
- nie musisz mieć wykupionego miejsca na serwerze
- nie musisz mieć domeny...
Wszystko, co musisz mieć to: DOSTĘP do komputera z internetem na ok. 30 min. dziennie (biblioteka? dom kultury?) i wiedzę, która pozwoli Ci za darmo uzyskać serwer, domenę, spopularyzować stronę czy bloga itd.
To nie zasoby, jakie mamy, decydują o naszym sukcesie.
To nasza umiejętność uzyskiwania dostępu i kontrolowania pewnych zasobów wtedy, kiedy są potrzebne może zdecydować o sukcesie.
Oto, czego nie potrzebujesz, by nagrać swoje DVD:
- nie potrzebujesz wiedzieć praktycznie nic o nagrywaniu wideo - nie potrzebujesz mieć kamery, mikrofonu, oświetlenia, oprogramowania itd.
Wszystkim, czego potrzebujesz jest dostęp na kilka godzin do studia nagrań lub kontakt z człowiekiem filmującym np. wesela ;)
Do tego, nie musisz płacić za nagranie ani grosza.
Wyobraź sobie, że idziesz na spotkanie z takim człowiekiem i mówisz mu tak: chciałbym nagrać swój wykład na temat xyz i co prawda nie mam na to pieniędzy, ale mam trochę czasu w sobotę i chętnie przyjdę pomóc wykonać jakieś żmudne prace (np. człowiek zajmujący się filmowaniem dostał zlecenie przerzucenia na płyty DVD ośmiu rodzinnych albumów ze zdjęciami i na samą myśl o tym, ile podobnych, nudnych skanowań będzie musiał wykonać, robi mu się niedobrze).
Jeśli naprawdę Ci zależy na nagraniu i spędzisz te pięć godzin w sobotę skanując czyjeś zdjęcia - masz nagrany swój wykład na DVD, które możesz od teraz sprzedawać i wszyscy są zadowoleni. Zamiast płacenia pieniędzmi - transakcja odbyła się na płaszczyźnie czas za czas.
(Oczywiście, w szczegółach wyglądałoby to tak, że podpisujesz umowę zlecenie na wykonanie usługi skanowania na rzecz firmy filmującej i "dostajesz" za nią wynagrodzenie, które pokrywa koszt nagrania Twojego wykładu i podatki.)
Czy widzisz już, jaki sposób myślenia Ci proponuję? Po pierwsze - pomyśl, do jakich zasobów potrzebujesz dostępu, by zrealizować swoje plany, cele, marzenia - po drugie - zaoferuj coś w zamian za użycie danego zasobu (w ostateczności pieniądze, ale możesz wiele rzeczy uzyskać bez nich).
Zamiast myśleć - nie mogę czegoś zrobić, bo nie mam zasobów, wiedzy, czy czegoś jeszcze - zadaj sobie pytanie: co mogę zrobić, by uzyskać dostęp do potrzebnych mi zasobów? Jak mogę zdobyć potrzebną mi wiedzę lub uzyskać pomoc innych ludzi, którzy już ją mają?
Niebywałe rzeczy można osiągnąć przychodząc do kogoś, kto ma potrzebny Ci zasób z oryginalną ofertą lub pytaniem - co wartościowego możesz tej osobie dać, za chwilowy dostęp do zasobu.
Nie musisz mieć basenu, by codziennie pływać w basenie. (Może też nie musisz mieć pieniędzy? :)
Nie musisz mieć kortu tenisowego, by nauczyć się dobrze grać w tenisa...
Życzę Ci mądrego wykorzystania dostępnych zasobów.
Pozdrawiam Cię serdecznie, Sebastian Schabowski
PS Takie kombinowanie, jak używając tego, co mamy i możemy zrobić, osiągnąć to, co chcemy, jest świetną zabawą i daje ogromną satysfakcję. Pobudza też kreatywność... Polecam :)
Prawie każdy na świecie, niezależnie od tego, skąd pochodzi czy ile ma lat, ma skłonności do wpadania w gniew. To, jak częste i jak intensywne są napady gniewu, w głównej mierze zależy od tego, w jaki sposób potrafimy radzić sobie ze stresem.
Kluczem do sukcesu w radzeniu sobie z gniewem jest przejęcie kontroli nad swoimi emocjami. Nie jest to proste zadanie i zanim to zrobisz, powinieneś najpierw poznać gniew, czyli zrozumieć, skąd się bierze i jak można z nim skutecznie walczyć.
Czym jest gniew i jak się wyzwala? Gniew jest emocją, która może być wyzwolona przez setki różnych czynników. Może Cię rozgniewać jakieś wydarzenie, ludzie, sytuacja, rozmowa, a nawet miejsce, w którym się znajdujesz. Jednymi z najczęściej pojawiających się wyzwalaczy złości, które sprawiają, że ludzie zaczynają odczuwać gniew, są: > strach, > zazdrość, > chciwość, > niska samoocena, > poczucie zagrożenia, > ból.
Nauka budowania trwałego związku oraz wypracowania koniecznych do tego umiejętności może mieć ogromny wpływ na Twoje życie i samopoczucie. Niezależnie od tego, czy masz już rodzinę, dopiero spotykasz się od kilku dni z dziewczyną albo właśnie poznałeś kilka osób w kawiarni, dobre relacje z bliską Ci osobą czynią wielką różnicę w jakości życia.
Praktycznie zawsze największym problemem w związku jest problem słabej komunikacji. Słabe porozumiewanie się prowadzi do licznych problemów, takich jak nieporozumienia, kłótnie, a nawet gniew. Dzięki polepszaniu swojej komunikacji w związku możesz budować bardziej głęboką, mocniejszą relację, która da Ci wiele szczęścia w życiu zamiast frustracji i stresu.
Jest wiele sposobów poprawiania relacje międzyludzkich i większości z nich możesz szybko i łatwo się nauczyć. Co lepsze, wielu z tych technik możesz łatwo nauczyć swoją drugą połówkę.
> Kiedy pojawiają się konflikty między Wami - nie próbuj przywoływać przeszłości i tego, co było kiedyś. Staraj się (mimo że to trudne) raczej trzymać tego, co jest teraz, i spróbuj znaleźć rozwiązanie konfliktu, a nie dolewać oliwy do ognia. Rozdrapywanie starych ran nic Ci nie da i dodatkowo sprawi, że cała sytuacja się pogorszy, zamiast powoli się rozwiązywać.
Znasz już czynniki i wyzwalacze gniewu, wiesz też, jak go kontrolować, ale nie wiesz jeszcze, co robić kiedy, już się zezłościsz. Oto lista szybkich obniżaczy poziomu gniewu i przywracania się do dobrego nastroju:
> Napij się czegoś zimnego, zjedz lody, umyj twarz zimną wodą. Jest to tak proste, jak prosto brzmi. Kiedy się gniewasz, temperatura Twojego organizmu zaczyna się podwyższać. Wypijając coś zimnego albo jedząc lody, obniżasz ją, a to pomaga obniżyć poziom Twojego gniewu.
> Zmień środowisko - jeżeli ktoś tak Cię zdenerwował, że nie możesz się uspokoić, to po prostu zostaw wszystko za sobą i nabierz dystansu do całej sytuacji, zmieniając miejsce pobytu. Nie uspokoisz się za szybko w miejscu, gdzie przed chwilą czułeś gniew, bo wszytko Ci będzie o tym przypominać. Przespaceruj się gdzieś, zmień otoczenie i dotleń mózg.
> Ćwicz fizycznie - rozładuj gniew, który w Tobie siedzi, poprzez ćwiczenia fizyczne. Ćwicząc, wyobrażaj sobie, że z każdym kolejnym wysiłkiem gniew uchodzi z Ciebie.
Każdy z nas odczuwa gniew. Gniew jest negatywną emocją, która prowadzi do takich uczuć, jak smutek, poczucie winy, frustracja i bezsilność. W walce z gniewem szczególnie przyda Ci się wiedza na temat tego, co wywołuje u Ciebie gniew - czy może tylko Twoje specyficzne reakcje na te sytuacje powodują złe samopoczucie.
Bardzo ważne jest tutaj stwierdzenie „specyficzne reakcje”, bo czasami przyczyną gniewu jesteśmy tylko my sami - i to przez swój charakter się denerwujemy, a nie przez innych.
Dokładne poznanie i zidentyfikowanie tego, co Cię denerwuje, jest ważnym czynnikiem w zapobieganiu temu, co Cię denerwuje. Wiem, że brzmi to trochę jak masło maślane, ale dokładnie tak jest, jak napisałem. Przeczytaj jeszcze raz pierwsze zdanie tego akapitu, a się o tym przekonasz.
Pamiętaj, że im częściej będziesz starał się analizować (nie rozpamiętywać) czynniki wyzwalające Twój gniew, tym będziesz miał większą szansę na ich zauważenie w przyszłości. Im więcej będziesz ćwiczył, tym szybciej zaczniesz zauważać te czynniki (wyzwalacze gniewu) i łatwiej będzie Ci go kontrolować. Teraz przedstawię Ci kilka sposobów na to, jak przejąć kontrolę nad swoimi negatywnymi uczuciami i złością.
Trzymanie w sobie urazy i ciągłe rozpamiętywanie problemów czy krzywd przeszkadza Ci się rozwijać i osiągać to, czego chciałeś. Dodatkowo przynosi tylko ból, zgryzotę i szereg innych negatywnych uczuć, które czynią Cię nieszczęśliwym i smutnym człowiekiem, a Twoje życie zamieniają w nieustanne pasmo gniewu i żalu. Przebaczenie jest kluczem do zmienienia tej sytuacji. Prawdziwe przebaczenie następuje, kiedy uwalniasz i wypychasz negatywne emocje z siebie - i już nie pozwalasz im wrócić. Co zrobić, aby zapomnieć i odpuścić urazy?
Po pierwsze - skłamałem w tym podtytule. Nie powiem Ci, jak zapomnieć o wyrządzonych krzywdach, bo to niemożliwe, a w większości przypadków również niepotrzebne. Nie chodzi o to, abyś zapomniał o krzywdzie, bo ta kiedyś może o sobie przypomnieć i wtedy wszystko zacznie się od nowa. Chodzi raczej o to, żebyś wybaczył i po prostu wypuścił z siebie żale i urazy, które miałeś.
Nie jest to proste zadanie i na pewno wymaga czasu i wysiłku. Jeśli jednak szczerze przyjrzysz się swoim uczuciom i zdasz sobie sprawę, że negatywne emocje w niczym nie pomagają, a tylko pogarszają całą sprawę, to powoli, powoli Twój umysł zacznie się oczyszczać i będziesz czuć coraz większy spokój, aż w końcu to wszytko zniknie. Kluczem do rozpoczęcia wybaczenia jest wypuszczenie z siebie wszystkich negatywnych emocji: gniewu, bólu, urazy.
Aby wyciągnąć coś więcej z życia niż tylko pracę i stres, powinieneś zacząć od swojego ciała i umysłu. Ważne jest, abyś zaczął dbać o swoje zdrowie i samopoczucie psychiczne. Zdrowa dieta, ćwiczenia fizyczne mogą mieć duży wpływ na to, jak dobrze się czujesz. Dodatkowo odpowiednio długi wypoczynek sprawi, że nie tylko zregenerujesz siły, ale również będziesz zrelaksowany i spokojny, a to wpłynie na dobre samopoczucie.
Staraj się również urozmaicać swój dzień. Przełam w jakiś sposób codzienną rutynę i rób coś innego niż tylko praca i oglądanie telewizji. Oto kilka dodatkowych porad, które pozwolą Ci jeszcze bardziej cieszyć się z każdego dnia życia:
>Wybacz sobie Jeśli pod koniec dnia odkryłeś, że nie ukończyłeś wielu z zaplanowanych zadań - nie rozpamiętuj tego. Szybko przeanalizuj cały dzień i zastanów się, co spowodowało, że nie skończyłeś tych zadań? Może po prostu zbyt dużo nałożyłeś na siebie obowiązków i choćby nie wiem co, nie byłeś w stanie tego wszystkiego zrobić. Nie rozpamiętuj tego, że Ci się nie udało, bo i tak nic Ci to nie da. Raczej skup się na tym, co będzie jutro, i zaśnij z przekonaniem, że jutro będzie nowy dzień, w którym wszystko Ci się uda.
>Zrób listę rzeczy do zrobienia Każdy z nas ma sprawy do załatwienia w ciągu dnia. Jedne są ważniejsze, a drugie mniej ważne. Jeśli zrobisz listę rzeczy do wykonania na początku swojego dnia, to będziesz wiedział nie tylko, co masz zrobić, ale również - kiedy to zrobić i w jakie kolejności, tak aby wszytko wyszło jak najefektywniej i zabrało Ci tylko tyle czasu, ile trzeba.
Pamiętaj, aby na początku listy rzeczy do zrobienia znajdowały się zadania dla Ciebie najtrudniejsze. Robiąc je na początku dnia, kiedy masz najwięcej energii, łatwiej je wykonasz.
>Rób sobie regularne przerwy Niezależnie od tego, czy jesteś w domu, czy w pracy - rób sobie przerwy. Nawet jeśli to tylko 5 minut, to pomoże Ci odświeżyć się i zregenerować umysł. Jeśli dużo siedzisz, to wstań i porozciągaj się trochę, możesz nawet przespacerować się szybszym krokiem po korytarzu, żeby przyspieszyć pracę serca i pobudzić organizm.
>Zrób coś, co sprawia Ci przyjemność Zawsze zaplanuj sobie chwilę tylko dla siebie i zrób coś, co lubisz i chcesz robić. Może to być zwykłe poczytanie w spokoju książki, gorąca kąpiel z olejkami czy obejrzenie ulubionego serialu. Krótko mówiąc - cokolwiek, co pozwoli Ci oderwać się od rzeczywistości i zdystansować do codziennych problemów.
>Myśl pozytywnie Postaraj się myśleć pozytywnie o życiu, nawet jeśli teraz sprawy nie idą dokładnie tak, jak byś chciał. Pamiętaj, że nie wszytko jest takie złe, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, i z perspektywy czasu nieraz wychodzi, że złe sytuacje zmieniają się w dobre.
Jest to technika ustalania priorytetów zaczerpnięta bezpośrednio z zarządzania projektami. Pomaga ocenić, czy dany projekt może i powinien zostać wykonany przez Ciebie, a także czy potrzebne są dodatkowe informacje. Jeżeli zostanie Ci zlecona realizacja niejasnego zadania, dla którego nie możesz znaleźć rozwiązania, warto przed dalszą pracą przeprowadzić test SMARTS. Zastosowanie testu pozwoli Ci także uzyskać informacje potrzebne do konsultacji z szefem. „SMARTS” to akronim następujących słów: Specific (ściśle określone). Czy jest to konkretne zadanie? Czy jest to jedno zadanie, czy raczej zbiór mniejszych projektów? „Kup bochenek razowego chleba” to przykład konkretnego zadania. Natomiast polecenie: „Upewnij się, że spiżarnia jest dobrze zaopatrzona” jest ogólnikowe.